Zmiana życia - to aż tak proste?

Zmiana życia - to aż tak proste?

Jesteś niezadowolona, ponieważ nie wiesz o jednej prostej rzeczy, która może zmienić życie. Podejdź do tego poważnie i po prostu zastosuj.

Jedziesz tramwajem. Zerkasz na mijające kadry za oknem i Twoją największą uwagę przykuwają samochody wysokiej klasy, a w nich ładne panie w okularach przeciwsłonecznych okrywających dużą część twarzy.

Starasz się odganiać wszędobylskie “też tak chcę”. Nie pomaga nawet akcja współczująca Tobie jazdy komunikacją miejską “pozdrawiamy fanów korków”.

Nadchodzi Sylwester, pierwszy dzień miesiąca, poniedziałek albo po prostu jutro i uskuteczniasz zaklinanie rzeczywistości:

Postanawiam nie chodzić w dresach po domu (ja).

Postanawiam codziennie smarować się balsamem (ehe).

Postanawiam jeść słodycze raz w tygodniu (co za głupie postanowienie).

Też sobie kupię takie okulary. Kupujesz, ale w sumie to czujesz się kretyńsko, kiedy wychodzisz w nich z domu i okazuje się, że brakuje Ci jeszcze auta. Wszystko nie tak. Zmiana życia może nie tym razem?

Ile razy wyznaczałaś cel? Założę się, że więcej niż go osiągałaś.

Ile razy zadawałaś sobie pytanie “kim jestem?”. Czy kiedykolwiek udało Ci się na nie odpowiedzieć?

Chciałaś odkryć prawdziwą siebie, ale gubiłaś się w znaczeniach.

Wkładałaś ciężką pracę w to, aby dowiedzieć się, jak chcesz żyć i do czego dążyć.

Załóżmy, że osiągasz wszystkie rzeczy z powyższego akapitu. W końcu. Masz to. Mija j a k i ś czas, c o ś się wydarza, np. zmieniasz pracę, rodzisz trzecią córkę, rezygnujesz ze studiów, które reaktywowałaś po latach, opuszcza Cię narzeczony, wychodzisz za mąż, teść Cię nie lubi, Twoja mama zmarła,

i…

orka na nowo. Over and over and over again.

Co byś zrobiła, gdybyś przyjęła taką perspektywę:

TRWAM W NIEUSTANNYM PROCESIE ROZWOJU, NIE ZATRZYMUJĘ SIĘ. CZASEM JEST MI TRUDNO, ALE TO NORMALNE, WIĘC IDĘ DALEJ.

Co byś zrobiła z tymi powyżej postawionymi pytaniami w świetle nowej perspektywy?

Często spotykam kobiety, które mówią, że były już w terapii, na jakiś czas pomogło, ale później znów jest gorzej.

Moja Droga,

a czego się spodziewasz? Moim zadaniem jest rozbijać mity, jakie narosły wokół psychoterapii po to, aby ludzie korzystali z pomocy terapeutów, coachów, trenerów jak z wizyt u internisty. #chodznaterapie

Byłaś przeziębiona, poszłaś do lekarza, zalecił różne specyfiki (choć na przeziębienie to się nie opyla nic innego, jak tylko domowe sposoby i odpoczynek) i wyzdrowiałaś. Czy to oznacza, że już nigdy się nie przeziębisz? No jasne, że nie! A czy musisz z każdym przeziębieniem lecieć do internisty? Tym bardziej nie!

Dom remontujesz kilka razy w życiu. Wystarczy. A jaka jest frajda między remontami! Ulala. Tak samo jest z terapią. Masz w życiu parę grubych spraw i co jakiś czas musisz je albo zaktualizować albo pojawiają się inne. To normalne. Każda z nas tak ma.

Masz naturalną potrzebę dookreślenia, domknięcia, sfinalizowania. Bynajmniej nie chodzi mi o to, abyś nie wyznaczała sobie celów i nie rozwijała się! Wręcz przeciwnie!

Chodzi tylko o to, żebyś wiedziała, że nie musisz miewać spektakularnych początków i wybuchowych zakończeń. Możesz sobie spokojnie być, trwać; w tym momencie rozwijać jedną sferę, później drugą. Dziś myślisz o czymś tak, a jutro inaczej, bo zmieniają się okoliczności, a Ty wraz z nimi.

Daj sobie ten spokój, wytchnienie, powolutku rób swoje, nie pędź tak. Rozwój nie ma końca. O wiele łatwiej będzie Ci zatrzymać się na tu i teraz, jeśli przyjmiesz tę perspektywę.

Powiem Ci szczerze – odkąd sama tak żyję, przestałam mieć pretensje do siebie, że nie jestem idealna. Zrezygnowałam z perfekcjonizmu na rzecz cieszenia się próbowaniem.

Wprowadź do życia trochę czynności niedokonanych. Będzie fajnie!