Rodzina. Jaki ma wpływ na Twoje życie?

Rodzina. Jaki ma wpływ na Twoje życie?

Jaki wpływ ma na nas rodzina pochodzenia? Po co grzebać w swojej historii? Czy to się może do czegoś przydać? Wpływ rodziny na życie człowieka przedstawia Anne Schützenberger w książce „Psychogenealogia w praktyce” wydanej przez Virgo, dzięki której możecie sobie przypomnieć o swoich przodkach, zastanowić się nad tym skąd jesteście i jakie jest Wasze miejsce w świecie.

Po tym, że ani o A. A. Schützenberger, Ivanie Boszormenyi-Nagy’m czy o Kurcie Ludewigu nie przeczytacie na polskiej Wikipedii, można poznać, jak mało popularne w naszym kraju jest zajmowanie się psychoterapią, a już szczególnie – mam wrażenie – psychoterapią rodzin. Jako adept tej dziedziny mam wrażenie, że tematy typu ‚wpływ rodziny na naszą codzienność’ są poruszane wszędzie; że psychoterapeutów jest bardzo dużo i po co światu kolejny w postaci mojej osoby, ale muszę brać poprawkę na to, że w zwyczajnym życiu, w zwyczajnych rodzinach nikły procent osób wpada na pomysł

wpływ rodziny na życie człowieka
www.virgobooks.pl

uczestniczenia w psychoterapii rodzinnej jako jednym ze sposobów rozwiązania swoich kłopotów. A przecież wpływ rodziny na życie człowieka jest nieoceniony! Niestety moje obserwacje w zakresie podejmowania trudnych rozmów w rodzinie nie przynoszą pozytywnych wniosków, a co dopiero pomysły o psychoterapii. Jak się domyślacie, to temat na osobny wpis. Dziś – mam nadzieję – będzie nieco bardziej pozytywnie, a ja pozostanę z nadzieją, że warto napisać tę notkę dla choćby jednej osoby, która będzie miała odwagę nie tylko na lekturę „Psychogenealogii w praktyce”, ale również na prawdziwą zmianę.

Zapewne pamiętacie, jak TUTAJ zachwalałam Wam książkę prof. de Barbaro. Notka – wydaje mi się – była entuzjastyczna, energetyczna i w duchu „w końcu ktoś to wszystko przystępnie dla ludzi opowiedział!”. Książka, o której czytacie dzisiaj ma zupełnie inny klimat. Taki, jak w Kaliszu za oknem: jest chłodno, pada deszcz, na trawie leżą opadłe liście. Melancholia tego dnia sprawia, że czytanie „Psychogenealogii w praktyce” staje się szczególnie wymowne.

CO TO JEST PSYCHOGENEALOGIA, CZYLI SKĄD MASZ WIEDZIEĆ, JAKI JEST WPŁYW RODZINY NA TWOJE ŻYCIE?

Anne Ancelin Schützebreger zdefiniowała ją tak:

Psychogenealogia jest nauką i zarazem sztuką. Pomaga zrozumieć to, co w sferze psychiki przekazywane jest poprzez pokolenia. Dzięki psychogenealogii to dziedzictwo staje się dla nas bardziej dostępne, możemy z niego korzystać, a jeśli zajdzie potrzeba, zmienić. Psychogenealogia powstała na bazie psychologii klinicznej, w oparciu o psychoanalizę, rozszerzoną o więzy międzypokoleniowe z użyciem techniki socjopsychologicznej i genogramu przekształconego w geneosocjogram, czyli w drzewo genealogiczne ukazujące więzi między osobami i ważne fakty z ich życia.

[Anne Ancelin Schützenberger, Psychogenealogia w praktyce, Warszawa 2017, s. 7]

Mówiąc w skrócie: jest to dziedzina badająca jednostkę w kontekście jej rodziny, pochodzenia, historii, geografii, statusu ekonomicznego itp. Zarówno psychoanaliza, jak i podejście systemowe, biorą pod uwagę to, skąd Klient jest, w jaki sposób rodzina na niego oddziałuje teraz i jak oddziaływała w przeszłości. Psychoanaliza stawia bardziej na nieuświadomione konflikty z przeszłości. Teoria systemowa bardziej pomaga skupić się na „tu i teraz”, natomiast należy pamiętać, że podczas procesu psychoterapeutycznego (czy to w ujęciu psychodynamicznym czy systemowym) praca zazwyczaj opiera się i na przeszłości i na teraźniejszości. Szkoły psychoterapeutyczne nie zwalczają się, a uzupełniają, współgrają i czerpią wzajemnie ze swoich podejść dobre rozwiązania. i chyba żadna nie odważyłaby się wysunąć wniosku, że wpływ rodziny na nasze życie jest nieważny.

GENOGRAM CZY GENEOSOCJOGRAM?

Schützenberger wprowadziła termin ‚geneosocjogram’ już w swojej poprzedniej książce „Tajemnice przodków. Ukryty przekaz rodzinny” (którą warto przeczytać zanim sięgnie się po „Psychogenealogię”, ale nie jest to konieczne). Przeciwstawiała w niej termin genogram i geneosocjogram tłumacząc, że ten pierwszy jest to

drzewo genealogiczne opatrzone komentarzami wraz z kilkoma punktami odniesienia, używanymi w terapii systemowej także przez socjologów, którzy nie są psychoanalitykami, a co za tym idzie mniej kopią w opowieściach z życia w poszukiwaniu ukrytych lub nieświadomych więzi niż, jak się to dzieje w przypadku geneosocjogramu.

[Anne Ancelin Schützenberger, Tajemnice przodków. Ukryty przekaz rodzinny, Warszawa 2016, s. 27]

Autorka napisała „Tajemnice…” w 1993 r. Nie dziwię jej się, że wtedy odróżniła te dwa schematy ujmowania rodzinnych relacji, natomiast dzisiaj wydaje się to zupełnie bezzasadne. Czym zatem jest geneosocjogram?

Niczym innym, jak drzewem genealogicznym, na które naniesione są relacje łączące nas z poszczególnymi członkami rodziny (również zmarłymi). A. A. Schützenberger zwraca szczególną uwagę na:

SCHEMAT RODZINNY

  • KOLORY używane do sporządzania rysunku: czerwony – bardzo ważne lub dramatyczne wydarzenia, zielony – pozytywne wydarzenia, czarny – konflikty, niebieski – relacje pochodzące spoza rodziny pochodzenia (mąż, jego rodzina, przyjaciele, znajomi)
  • DATY narodzin, ślubów, śmierci, wypadków, ważnych wydarzeń typu utrata majątku, popełnienie przestępstwa itd. Jest to szczególnie ważne, aby zauważyć tzw. „syndrom rocznicy” – powtarzające się w rodzinie wydarzenia w określonych datach (np. zawieranie związków małżeńskich, uleganie wypadkom w dniach, kiedy kolejny członek rodziny się rodzi itd.)
  • PAPIER. Autorka podaje nawet konkretną gramaturę (160 g), ponieważ często chcemy taki rysunek zachować, uzupełniać, wracać do niego. Dlatego ważne, aby papier był w miarę gruby. Pod ręką powinniśmy mieć również nożyczki, taśmę klejącą.
  • LICZBĘ POKOLEŃ. Autorka uważa, że geneosocjogram powinien zawierać jak najwięcej pokoleń (co najmniej 5 do 9 – nigdy jeszcze tak rozbudowanego nie widziałam). Tylko wtedy jesteśmy w stanie odpowiednio go zinterpretować, zauważyć zależności, powtórzenia, odkryć nowe. Jeśli ktoś nie ma możliwości dotarcia do swoich przodków, powinien wg Schutzenberger czerpać wiedzę z książek historycznych i geograficznych.
wpływ rodziny na życie człowieka
www.template.net

Po lekturze „Psychogenealogii w praktyce”, jak i „Tajemnic przodków” mam wrażenie, że Autorka posługuje się geneosocjogramem w sposób raczej dyrektywny. W psychoterapii systemowej podczas rysowania genogramu to klient decyduje kogo umieszcza na schemacie, ile pokoleń, które relacje chce wyróżnić, a które nie (kolorów również nikt mu nie narzuca), stosuje ogólnie przyjęte oznaczenia, ale może również zastosować swoje. W związku z tym oba schematy w nikłym stopniu się od siebie różnią. Niewątpliwie Anne Ancelin Schutzenberger miała nieoceniony wpływ na to, w jaki sposób dzisiaj psychoterapeuci posługują się tym narzędziem.

„TEN TO CI DA POPALIĆ”

W całej książce zabrakło mi jednej bardzo ważnej kwestii – omówienia mechanizmu samospełniającego się proroctwa/przepowiedni. Ja sama obiecuję sobie, że na blogu powstania o tym notka, bo sama odwołuję się do tego zjawiska bardzo często. Schützenberger nieustannie przywołuje przykłady, które mają potwierdzenie w ww. zjawisku, ale nigdzie nie pisze, że właśnie to zjawisko ma na myśli. Zdaję sobie sprawę, że dla psychologów jest to zbyt oczywiste.

Przypomnijmy bajkę o śpiącej królewnie: by zemścić się za brak zaproszenia na chrzciny, zła wróżka rzuciła na królewnę zły czar i przepowiedziała, że w dniu osiemnastych urodzin ta ukłuje się wrzecionem i umrze. Dobrej wróżce udało się złagodzić przekleństwo: „Ukłujesz się w palec wrzecionem i zaśniesz, aż książę obudzi cię ze snu pocałunkiem miłości”. A oto przykład kliniczny: „Ten to ci da popalić”, mówi teściowa do synowej nad łóżeczkiem dziecka, które jest na świecie od zaledwie kilku godzin.

[Anne Ancelin Schützenberger, Psychogenealogia w praktyce, Warszawa 2017, s. 111]

Nie muszę Wam tłumaczyć, że gdy matka myśli o swoim dziecku, że jest łobuzem, traktuje je właśnie w taki sposób, jakby nim rzeczywiście było, po czym dziecko rzeczywiście realizuje oczekiwania matki i… staje się łobuzem. Samospełniająca się przepowiednia ma ulokowanie w naszych przekonaniach, a te możemy zmienić, co często staje się możliwe podczas psychoterapii.

PSYCHOTERAPIA A PRACA Z GENOGRAMEM

Wcale nie musisz przechodzić całego procesu psychoterapeutycznego, aby zająć się swoim genogramem i wpływem rodziny na Twoje życie. Moim zdaniem możesz wykonać go samodzielnie pod warunkiem, że uczciwie, rzetelnie i ze zrozumieniem przeczytasz na ten temat kilka książek (między innymi te dwie, o których jest mowa powyżej). Istnieje też możliwość udania się do psychoterapeuty systemowego właśnie z takim konkretnym oczekiwaniem: przyjrzenia się swojemu schematowi rodzinnemu. Psychoterapeuta pomoże Ci go zinterpretować, wysnuć przydatne dla Ciebie wnioski. Podstawowym punktem wyjścia do wprowadzenia zmiany jest zauważenie i zrozumienie problemowej sytuacji, relacji. A praca z geneosocjogramem, do której Anne Ancelin Schützenberger zachęca po raz kolejny w swojej książce „Psychogenealogia w praktyce” może okazać się początkiem zmiany, o której już dawno myślałeś!


I tym razem Wydawnictwo Virgo nie zapomniało o Czytelnikach Notatnika Terapeuty i przysłało mi oprócz egzemplarza recenzyjnego, egzemplarz konkursowy. Zatem zapraszam Was do K O N K U R S U oraz refleksji nad tym, jaki jest wpływ rodziny na Wasze życie. Odwiedźcie również Facebooka i podawajcie post dalej!

Przeczytajcie regulamin!

Pytanie konkursowe: JAKI WYPŁYW – TWOIM ZDANIEM – MA RODZINA POCHODZENIA NA NASZE ŻYCIE?

  • Trudny artykuł jak na tę porę, pozwól, że powrócę do niego rano. Zapowiada się bardzo ciekawie

    • Będzie trudny niezależnie od pory 😉 Zapraszam, gdy będziesz miała motywację i ochotę do rozważań w tym temacie 🙂

  • Bardzo ciekawy tekst. Dobrze, że przysiadła do niego ze świeżym umysłem 😉

  • Przyznam szczerze, e nigdy nie interesowałam sie tego typu zagadnieniem. Ale czass to zmienić. Być może dowiem.sie czegoś o sobie z lektury.

    • Zatem zapraszam do udziału w konkursie. Pytanie jest proste – książka może się znaleźć w Twoim posiadaniu 🙂

  • Niko Nikodem Sadlowski Sadłows

    Swietny temat, nigdy się temu w ten sposób temu nie przyglądałem. Ja w zasadzie odciąłem rodzine bo tak bylo lepiej. Pozdrawiam

    • Znam wiele takich przypadków, w których odcięcie jest najlepszym rozwiązaniem, więc rozumiem. Ale jednocześnie chciałabym zaznaczyć, że odcięcie nie musi oznaczać, że kończysz z analizowaniem, zastanawianiem się, grzebaniem. Do ciekawych wniosków można dojść tak czy siak, zatem zachęcam do przyglądania się historii rodzinnej mimo odcięcia! Serdeczne pozdrowienia!

  • Aleksandra Andrzejewska

    Uwielbiam ten temat i ciesze sie, ze tu trafilam. Rowniez się nim zajmuje, w ramach Bioneuroemocion. Mnie wciąż zadziwia, jak bardzo powielamy dziedzictwo przodków i jak ich engramy wpływają na nasze funkcjonowanie w swiecie. Usciski z Kolumbii!!

    • W takim razie zachęcam do regularnego odwiedzania bloga, książkę polecam gorąco!

  • Bardzo ciekawy temat. Ostatnio dosyć często zagłębiam się w te tematy – psychologia, psychiatria i dziedziczenie po rodzicach, dziadkach – i ogromnie mnie one interesują. Jak dużo można się dowiedzieć o sobie i swoich przodkach, jeśli umie się wyciągać trafne wnioski i jest się dokładnym i spostrzegawczym.
    Psychogenealogia wydaje mi się traktowana trochę po macoszemu w Polsce. A przecież rodzina ma ogromny wpływ na nasze życie (a przynajmniej tak uważam). Geny to nie tylko niebieskie oczy po babci czy odstające uszy po tacie, ale również choroby, zachowania, popełniane błędy czy pozytywne nawyki. Sama widzę, jak dużo odziedziczyłam w genach po mojej babci i są to przede wszystkim specyficzne zachowania czy sposób postrzegania świata.
    Rodzina może mieć zarówno pozytywny, jak i bardzo negatywny (wręcz toksyczny) wpływ na jednostkę. Ważne, aby umieć dobrze przepracować mocne i słabe strony, które rodzina zostawiła nam w spadku.

    • Kingo, cieszę się, że ten temat Cię porusza, inspiruje do poszukiwań, wyciągania wniosków, które – w zależności od etapu życia, na jakim się jest – różnie mogą być interpretowane. Dzięki za odpowiedź na pytanie konkursowe <3

  • agnesssja

    Świetny temat, coś w moje klimaty:)

  • Wyniesionych z domu zwyczajów ciężko się pozbyć, nie wspominając o cechach fizycznych – rodzina ma na nas ogromny wpływ 😉

    • Cechy fizyczne to odrębny temat. Nie jestem specem od biologii (a już szczególnie genetyki) 😉 Natomiast pytanie – PO CO chcemy się pozbywać tych zwyczajów? Właśnie praca z korzeniami nie tyle ma nas zmusić do odcięcia się, powiedzenia sobie, że odziedziczyliśmy coś złego, ale ma nas skłonić do zauważenia tego, co otrzymaliśmy i w wolności decydujemy – zostawiamy to sobie albo nie 🙂

  • Bebe Talent

    Już kolejny raz słyszę o tym, że czasem aby rozwiązać problemy czy zmienić przekonania należy sięgnąć głęboko do rodzinnej historii, gdyż to tam mogą mieć swoje źródło. Fascynujący temat.

    • Mogą, ale absolutnie nie muszą (na szczęście). Do korzeni wracamy po to, aby z r o z u m i e ć siebie, swoje zachowania, swoje postawy. To jest punkt wyjścia. Tak – to jest niesamowicie fascynujące. A ja mam takie szczęście, że widzę, gdy ludzie to robią i jak zmienia się ich życie. Cudowne.

  • Żaneta Brzezińska

    Witaj Karolino, tym razem tutaj 😉Pozwolę sobie na malutką prywatną dygresje nim odpowiem na pytanie konkursowe. Popatrz, trochę czasu spędziłyśmy w klimacie genogramu i tematów rodziny, a mimo to chyba nie miałyśmy okazji na dyskusję na temat wpływu jaki rodzina pochodzenia ma na nasze życie. I wiesz, dla Ciebie to być może był, a dla mnie to wciąż jest minus „naszej” pracy. Szkoda, że właśnie nie ma czasu aby podejść do niej nieco bardziej refleksyjnie … może byłoby mniej wypalenia a więcej zapału, który przerodził by się w efekty? Nie wiem… Przepraszam za dygresje. Wiem, że wiesz co chce przez nią powiedzieć, a poza tym wydała mi się ona dość istotna w obliczu owego tematu gdyż moim zdniem rodzina pochodzenia bardzo mocno determinuje nasze życie. Właśnie to chyba ten powód niejednokrotnie był kłopotem z jakim mierzyłyśmy się w pracy. Rodzina to taki „twór”, który uczy, wychowuje, dostarcza wrażeń, kształtuje, ukierunkowuje ale też i niekiedy niszczy, demoralizuje wręcz unieszczęśliwia. Można by tak mnożyć przykłady zarówno po stronie pozytywnej jak i negatywnej bo niestety i takich nie brakuje. Z założenia i samej definicji rodzina jest czymś w życiu człowieka najważniejszym. To właśnie w rodzinie uczymy się naszego człowieczeństwa. Poznajemy siebie samych przeglądając się w oczach naszych bliskich. Rodzina ma i moim zdaniem, zawsze będzie mieć ogromny wpływ na to jacy jesteśmy i kim się staniemy. Dlaczego? Bo naszą tożsamość kształtuje się w rodzinie. To kim się stajemy zawdzięczamy wzorcom jakie obserwujemy w procesie wychowania jaki serwują nam nasi rodzice. Uczymy się ról obserwując jak wypełniają je nasi bliscy. A co za tym idzie niejednokrotnie w swym dorosłym już życiu, powielamy schematy jakie panowały w naszych domach rodzinnych. I o ile w zdrowej rodzinie to tylko atut to już w tych „chorych” takie powielenie bywa niekiedy traumą z którą niestety brnie się przez życie. Cudownie, że są miejsca i ludzie przy których można się zatrzymać i spróbować powalczyć z tymi traumami aby narodzić się na nowo. Psychoterapia obojętnie w jakim nurcie z pewnością jest drogą do celu dlatego pomimo tego, ze współczesną rodziną często targają trudności ja wierzę (być może wciąż naiwnie), że nasza praca ma sens. Dlatego obserwujmy nasze rodziny, uczmy się siebie, nie bójmy się rozmawiać o uczuciach, wspominajmy przodków, poszukujmy w naszych rodzinach samych pozytywnych cech i uczmy się je pomnażać. Nie bójmy się tych wpływów, one były są i zawsze będą bo taki jest człowiek – naśladujący … Pozdrawiam Cię serdecznie Karola 😀

    • Żaneto, bardzo Ci dziękuję za osobistą, pełną zaangażowania wypowiedź. Mnie cieszy, że dzięki psychoterapii możesz zdecydować – biorę ten bagaż, lubię go lub nie chcę go, zrzucam go. A jeszcze w innym wypadku weźmiesz sobie tylko część tego bagażu. Ta wolność, jaką daje psychoterapia jest niesamowita.

  • Podoba mi się sposób w jaki napisałaś ten artykuł. Jest bardzo rzeczowy 🙂

    • Ha ha! I nigdy nie wiem, czy to komplement czy nie, bo często się spotykam z taką opinią i nie jestem przekonana czy to, co piszę zawsze jest zrozumiałe 🙂

  • To jest niezwykle ciekawy temat i warto się chociaż przez chwilę zainteresować w kontekście swojej rodziny. Miałam z nim styczność w kontekście ustawień Hellingera. Czasem potrafią wyjść całkiem interesujące fakty z życia rodziny, których nawet nie było się świadomym i o których nikt nigdy nie wspominał. Bardzo prawdopodobne, że sięgnę po tę książkę. 🙂

    • Od ustawień Hellingera ja osobiście się odcinam. Zresztą w ślad za autorytetami psychoterapii. Jest to temat, który być może poruszę kiedyś na blogu. Nie deprecjonuję pomocy, jaką wiele osób otrzymało dzięki tym ustawieniom, ale nie można zapominać, że NIE JEST TO METODA PSYCHOTERAPEUTYCZNA. Ustawienia hellingerowskie nie są ustawieniami systemowymi.

      Niewątpliwie przy tematach transgeneracyjności Hellinger się pojawia, ale ja ze swojej strony zachęcam do czytania książek autorów uznanych za autorytety w środowiskach psychoterapeutycznych. 🙂

  • Magdalena Skawińska

    Hej. Moim zdaniem kwestia wpływu rodziny pochodzenia na nasze życie to ciekawy temat do dyskusji. Uważam, że rzeczywiście to w jakim domu i przez jakich ludzi byliśmy wychowywani, a także kto tych ludzi wychowywał itd., ma ogromne znacze na to, kim jesteśmy, jakie mamy priorytety, cele (lub ich brak), a także jak postrzegamy siebie i innych. Ważnym jest, aby wszystkie trudne kwestie naszego życia, które je determinują, przepracować (z pomocą terapeuty lub jesli ktoś woli księdza 😉)tak aby zrozumieć i zamknąć raz na zawsze (co niekoniecznie znaczy odcinać się). Myślę, że całożyciowe zasłanianie się, czy obwinianie rodziny pochodzenia, swoimi niepowodzeniami jest pójściem ma łatwiznę i ucieczką przed odpowiedzialnością za nie. Człowiek dorosły, rozumny, który chce żyć szczęśliwie, wolny od obciążeń, powinien poznać siebie w kontekście wpływu jakie miała na jego ukształtowanie rodzina. Jednak, moim zdaniem należy sprawy poukładać i zacząć żyć swoim życiem, dając sobie i swojej rodzinie szansę na radość… Pozdrawiam.

    • Magdo, mądry jest Twój głos i w pełni się z nim zgadzam. Z jednej strony w czasie czy po terapii mamy chęć/odwagę/powinność? aby naszej rodzinie różne rzeczy powyrzucać, ale mam wrażenie, że jednak nie na tym polega dojrzałe układanie siebie. Dlatego dziękuję za Twój komentarz!

  • iwona

    Fascynujący temat poruszyłaś tym powyższym wpisem. Ja od kilku lat pasjonuję się ustawieniami wg Berta Hellingera, nadmienię, że trafiłam na nie przez przypadek i tego samego dnia wygrałam główną nagrodę na Coachowisku, bo pełny kurs Coacha… tak, jakby było mi coś pisane. Jestem typowym dzieckiem, które ma za zadanie uporządkować coś w rodzinie. Tak to przynajmniej czuję. Interesuje mnie psychologia, rozwój osobisty, rozwój duchowy, ale także biologia totalna, recall healing. Moje pierwsze studia to historia, skąd czerpię ogromną wiedzę… i dużo na ten temat mogłabym pisać. Najistotniejsze jest to, że myśli rodziców: matki i ojca działają, jak samospełniająca się przepowiednia.

    • Co do Hellingera wypowiedziałam się już w odpowiedzi do komentarza Pauli Pojnar – jeśli masz ochotę, to zerknij. Praca systemowa polega między innymi na nieustannym powątpiewaniu w swoje hipotezy. Możesz sobie spróbować takiego ćwiczenia – czyli odkryłaś, że otrzymałaś rolę porządkującego. Możesz to podważyć stawiając sobie różne inne hipotezy i zobaczyć, co Ci z tego wyjdzie i czy coś Ci podpasuje. Pozdrawiam serdecznie!

  • Nie wiedziałam, że istnieje taka cała gałąź psychologi, niemniej na pewno relacje w rodzinie kształtują nas na całe życie.

  • Magdalena Michalak

    „Za cierpieniem dziecka żyjącego w naszych rodzicach dostrzegamy ból naszych dziadków, pradziadków… Są tam wszyscy nasi przodkowie. Widzimy łączący nas związek, bo dostrzegamy pierwotny ból, jednoczymy się z nimi w duchu współczucia, na przekór przemocy, molestowaniu, rozgrywkom o władzę”… to cytat z książki, którą niedawno skończyłam czytać. Wpadła mi w ręce zupełnie niepostrzeżenie i spowodowała, że przez tydzień czytałam ją dokładnie i z uwagą. („Jestem na ciebie zły, ale cię kocham” Isabelle Filliozat – BARDZO polecam/). Myślę, że RODZINA to potężna siła… sprawcza… Kiedyś mówiło się, że życie rodziców ma na nas wielki wpływ. I na tym koniec. Teraz idzie się dalej… Na naszych rodziców mieli wpływ ich rodzice, a na nich z kolei ich mama i tata…. Pokolenia naszych przodków wpływają na to, jacy jesteśmy dziś. W co wierzymy, jak postrzegamy samych siebie, jak radzimy sobie w życiu, jakie życie chcemy zapewnić naszym dzieciom, w jaką stronę chcemy podążać. Niektóre osoby mówią otwarcie: „Chcę być taka jak moja mama”, a inne starają się od tego obrazu własnej rodzicielki jak najbardziej oddalić. Każda z tych postaw pokazuje, że rodzina naszego pochodzenia ma ogromny wpływ na to, jacy jesteśmy. Szalenie ciekawy i warty zgłębienia to temat. Pozdrawiam serdecznie 🙂

    • Magdaleno, dziękuję bardzo za ten komentarz i polecenie lektury! Z pewnością będę miała ją na uwadze. Również serdecznie pozdrawiam!