Terapeuta nosi!

Terapeuta nosi!

Noszę, bo nosić trzeba, bo Hania lubi (w miarę), bo jest bliskość i wygoda. Nie wiem dlaczego, ale r ó ż n y m ludziom wydaje się, że dana chwila będzie trwała wiecznie, a już szczególnie odnosi się to do dzieci.

– nie noś, bo się przyzwyczai /i całe szczęście/
– wymusza płaczem, żebyś ją wzięła /3-miesieczne niemowlę nie kuma słowa „wymuszać”, ono w ogóle jeszcze mało czai chyba/
– wyparzony ten smoczek? /a palce dziecku wyparzasz?/

Przesadzam i śmieje się. Ale kurczę (śmiesznie to brzmi, gdy się to pisze), teoria przywiązania i s t n i e j e. W skrócie:

odpowiadasz na potrzeby dzidzi, reagujesz -> dzidzia się dobrze ma -> dzidzia czuje się bezpiecznie -> dzidzia zaczyna eksplorować, poznawać, ryzykować (o wow, zaczęła chodzić? Tak. Dzidzie chodzą od pewnego czasu) -> dzidzia chce być samodzielna -> ty popijasz kaweczkę, kawusię, kawunię.

I bynajmniej nie trzeba w chuście nosić.
Nosić bynajmniej nie trzeba w ogóle.
W ogóle nic nie trzeba.

Tylko na terapię nie zapomnij

PaaA!