Światy możliwe.

Światy możliwe.

Zaznaczam, że poniższy wpis zdradza elementy fabuły. Utwór zawarty jest na kilku stronach formatu A5 – nie jest długi. Serdecznie zachęcam do zapoznania się z nim przed przeczytaniem notki…

Niebagatelnym odkryciem dla mnie jest twórczość nieznanego mi wcześniej francuskiego literata – Alphonse’a Allais. Otóż napisał on utwór pt. Dramat bardzo paryski, w którym przedstawia epizod małżeńskiego życia Raoula i Marguerite.

Byłby to najszczęśliwszy związek pod słońcem, gdyby nie podłe charaktery obojga małżonków.

[A. Allais, Dramat bardzo paryski, cyt. za: U. Eco, Lector in fabula, Warszawa 1994, s. 326.]

Pewnego dnia każde z małżonków otrzymuje list od nieznajomego przyjaciela i przyjaciółki, w którym Raoul czyta (na pewno?):

Gdyby zechciał pan kiedyś przypadkiem zobaczyć, jak pańska żona świetnie się bawi, niech pan pójdzie w czwartek na Bal Niekoherentnych do Moulin-Rouge. Będzie tam w maseczce, przebrana za kongijską pirogę. To tyle. Cześć.

Przyjaciel.

Marguerite czyta(?):

Gdyby zechciała pani kiedyś przypadkiem zobaczyć, jak pani mąż świetnie się bawi, niech pani pójdzie w czwartek na Bal Niekoherentnych do Moulin-Rouge. Będzie tam przebrany za fin de siecle’owego templariusza. To tyle. Cześć.

Przyjaciółka.

Kiedy para spotyka się na Balu, ma miejsce następująca scena:

Kelner odszedł, a Templariusz starannie zamknął drzwi na zasuwkę. Potem nagłym ruchem zrzucił kaptur i zerwał maseczkę Pirodze. Oboje jednocześnie wydali okrzyk zdumienia, nie rozpoznając się wzajemnie.

On to nie był Raoul.

Ona to nie była Marguerite,

Wczytajmy się uważnie. Kto jako jedyny posiada pełną wiedzę o tym, co dzieje się w tym utworze? Czytelnik! Jeśli przeczytamy Dramat bardzo paryski jeden raz, drugi, trzeci – zauważymy, że struktura tekstu jest rozbudowana. Możemy tworzyć nowe wątki i nowe opowieści.

Na najbardziej podstawowym poziomie, utwór jest zabawną satyrą na stosunki małżeńskie. To, co dla mnie wyłoniło się jako szczególnie ważne, to związki między podmiotami komunikacji w narracji i przeniesienie ich na grunt relacji terapeutycznej.

Żona przychodzi do terapeuty z konkretnym problemem, obrazem siebie, świata i małżeństwa.

Mąż przychodzi z racją gotową od zawsze, która pozostaje niewzruszona.

A psychoterapeuta jest jak czytelnik; obserwatorem drugiego, trzeciego rzędu, który może być inspiracją dla pary do wytworzenia jeszcze innych światów możliwych, o których pisze Umberto Eco w swojej książce Lector in fabula. Raoul i Marguerite potrzebują wytworzenia nowego sensu, aby ich związek mógł się na nowo stawać, istnieć.

Terapia często nie jest tylko po to, aby ratować już rozsypane, ale żeby czerpać z życia i związku pełnymi garściami, być w rozwoju.

Czy Wasz związek potrzebuje takiego superwizora?