Psychoterapia a religia.

Psychoterapia a religia.

Jednym ze sposobów na stawanie się wybitnym specjalistą w dziedzinie psychoterapii jest czytanie, słuchanie, a w końcu naśladowanie tych Największych. Carl Rogers, Viktor Frankl, Virginia Satir, Fritz Perls, Irvin Yalom i wielu innych to nazwiska, które powinny być znane każdemu zainteresowanemu psychoterapią. Zasadniczo nie wpadłabym na to, że do tego grona można zaliczyć również Jezusa (?). Dlatego z pewnością rozumiecie, że gdy zobaczyłam tytuł „Jezus. Największy terapeuta wszech czasów.”, wiedziałam, że lektura tej książki nie może mnie ominąć. Czy można ją umieścić w kategorii psychoterapia a religia?

Miałam wielkie oczekiwania co do tej pozycji. Czy podtytuł „Psychologiczne przesłanie Ewangelii” sugerował, że znajdę w niej interpretacje zachowań Jezusa jako psychoterapeuty? Po lekturze doszłam do wniosku, że moje oczekiwanie było wygórowane. Nie wiedzieć dlaczego, założyłam że jest to poradnik dla psychoterapeutów, którzy będą mogli inspirować się działaniami Jezusa, które sprawiały, że osoby pojawiające się na Jego drodze doznawały poprawy jakości życia i były szczęśliwe (oczywiście nie wszystkie). Żeby ta pozycja mogła stać się takim poradnikiem, nie należy czytać jej „na raz”, ale najlepiej uczynić z niej pomoc podczas osobistej superwizji* z dwóch powodów.

BRAK CIĄGŁOŚCI TEMATYCZNEJ

Mimo że „Jezus. Największy terapeuta wszech czasów” ma swoją strukturę, to jednak mam wrażenie, że każdy z podrozdziałów danego rozdziału traktuje o czymś innym. Nie mówię, że to źle – to dobrze, jeśli tę książkę potraktujesz tak, jak napisałam powyżej – nie na raz. Wtedy można wyciągnąć z niej najwięcej. Jeśli jesteś adeptem psychoterapii (tak jak ja) lub już psychoterapeutą możesz zrobić sobie superwizyjne wyzwanie polegające na czytaniu codziennie lub co jakiś określony czas jednego rozdziału z tej książki (liczą po dosłownie 2-3 strony) i zastanowić się nad nim, poszukać odniesień do własnej praktyki psychoterapeutycznej, wyciągnąć wnioski co do prowadzenia terapii, dokonać wizualizacji tego, co jeszcze Ci się podczas sesji nie przytrafiło, a może się wydarzyć. Zatem każdy z rozdziałów, podrozdziałów możemy czytać jako odrębne całości. Nie trzeba z wyczekiwaniem przeczytać wszystkich wcześniejszych (być może mniej nas interesujących) części, jeśli zainteresuje nas konkretnie dany rozdział. Raczej potraktujcie tę książkę jak encyklopedię.

DOŚWIADCZENIA PSYCHOTERAPEUTY

W tym zakresie „Jezus…” przypomina książki Irvina Yaloma, w których terapeuta opowiada o przebiegach procesów psychoterapeutycznych swoich klientów. Czytanie takich historii jest najprostszym sposobem na to, aby adept psychoterapii miał jakikolwiek ogląd na prawdziwe spotkanie z klientem. Można przeczytać o osobie chcącej popełnić samobójstwo, o kobiecie niedoceniającej samej siebie, o parach, które nieustannie nie mogą ze sobą wytrzymać (nie to, co Mariola&Roman), o uzależnieniach. Otrzymujemy szerokie spektrum przypadków z gabinetu-terapeutycznego-wziętych, które Autor zestawia z historiami z Ewangelii. I tutaj zaczynają się moje wątpliwości co do wartości książki, ale najpierw sami zobaczcie, co mam na myśli.

Poniżej prezentuję Wam fragmenty książki oraz cytaty z Ewangelii, które mieszczą się na początku każdego z rozdziałów, z którego pochodzi cytat.

jezus-terapeuta-wszech-czasow

Potrafił mówić tylko o tym, jak bardzo go zawiodła, jak bardzo nie wywiązała się z przysięgi małżeńskiej i jak przez swój egoizm niszczyła ich związek. Szybko natomiast przechodził ponad swoim wkładem w małżeńskie problemy i niezmiennie kończył raport na swój temat słowami w rodzaju: „Ale przecież ze mną jest wszystko w porządku. Gdyby nie ona, w ogóle by mnie tu nie było” [na spotkaniu z terapeutą].

[Mark W. Baker, Jezus, największy terapeuta wszech czasów. Psychologiczne przesłanie ewangelii, Warszawa 2010, s. 51.]

Tekst z Biblii koresponduje z sytuacją przywołaną przez Marka W. Bakera bardzo dobrze. Myślę, że nie wymaga specjalnego komentarza, ALE:

  • wypowiedź Jezusa jest oceniająca, stawiająca diagnozę i nie dająca za bardzo pola manewru do dyskusji. Nie jest to postawa empatycznego psychoterapeuty. Wypowiedź Jezusa należy widzieć w kontekście całego rozdziału 23 Ewangelii wg św. Mateusza, co dodatkowo nie działa na korzyść Jezusa jako terapeuty (patrz kolejny punkt).
  • Jezus daje konkretne wskazówki, jest dyrektywny, zatem może być skuteczny, ale najprawdopodobniej przemiana serca, zmiana zachowania czy postawy człowieka nie wynika z pomocy psychoterapeutycznej, ale boskości Chrystusa.

jezus-terapeuta-wszech-czasow

…człowiek jest taki, jak jego związki z otoczeniem.

[Mark W. Baker, Jezus, największy terapeuta wszech czasów. Psychologiczne przesłanie ewangelii, Warszawa 2010, s. 66.]

W tym fragmencie, choć bardzo lapidarnym, Autor dobrze dobrał cytat z Ewangelii i swoje przemyślenia na temat człowieka. Dobry psychoterapeuta powinien charakteryzować się wysokim stopniem refleksyjności na temat relacji, które tworzy z ludźmi i otoczeniem. W pierwszej kolejności mam na myśli relacje z samym sobą, z najbliższym członkiem rodziny (mężem, żoną), dziećmi, dalszą rodziną, przyjaciółmi, a w końcu przypadkowymi przechodniami. Często zadajemy sobie pytanie, dlaczego niektóre osoby inaczej zachowują się przy rodzinie a inaczej przy znajomych? Odpowiedź na pytanie „dlaczego” w każdym przypadku będzie zupełnie inna, ale właściwe z góry można założyć, że przy którejś z tych grup danej osobie trudno jest być sobą i ma ona ku temu powody. Jeśli z jakichś powodów nie możemy być autentyczni w relacji z kimś – to jest to dla nas doskonały sygnał ku temu, że najwyższy czas poszukać przyczyn i naprawić tę sytuację. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że Jezus dysponował umiejętnością bycia autentycznym w relacji do Ojca (czyli właściwie siebie samego), najbliższej rodziny, przyjaciół i nieprzyjaciół. Chrystus jest z pewnością wzorem do naśladowania w zakresie posługiwania się samoświadomością i refleksją nad sobą.


jezus-terapeuta-wszech-czasow

Prawie wszyscy cieszyli się ze zmiany w zachowaniu Emily z wyjątkiem jej matki. Jeśli chodzi o ich kontakty, nowa umiejętność Emily jawnego okazywania uczuć okazała się fatalna w skutkach. Od momentu, w którym Emily zaczęła głośno mówić o swoich uczuciach, również tych negatywnych, jej kłótnie z matką stały się częstsze niż zwykle. Emily zaczęła mieć własne zdanie. (…) Zmiana bywa niepożądanym gościem w domu rodzinnym.

[Mark W. Baker, Jezus, największy terapeuta wszech czasów. Psychologiczne przesłanie ewangelii, Warszawa 2010, s. 90 i 91.]

I to jest jedno z licznych miejsc w książce, w których Autor co prawda dobrze zestawia cytat z Ewangelii z określonym przykładem, ale nie ma w nim nic, co świadczyłoby o tym, jakim terapeutą był Jezus. Równie dobrze Mark W. Baker mógłby się posłużyć opowieściami ze Stumilowego Lasu i one mogłyby się stać inspiracją do psychoterapeutycznych rozważań, bo wszystko się może taką inspiracją stać. Ale tytuł „Jezus. Największy terapeuta wszech czasów” zobowiązuje do tego, aby pokazać Jezusa jako psychoterapeutę. To nie jest wygórowane oczekiwanie. To najbardziej podstawowe oczekiwanie, kiedy widzisz taki tytuł książki!


jezus-terapeuta-wszech-czasow

Gdyby miał być ze sobą zupełnie szczery, musiałby przyznać, że jego zdaniem mężczyźni nie są stworzeni do tego, by żyć w monogamicznych związkach i że od czasu do czasu dobrze jest „ożywić” nieco swoje małżeństwo małym skokiem w bok. Chip nie mógł się jednak przyznać do swoich poglądów, ponieważ dobrze wiedział, co żona oraz ja moglibyśmy o nich pomyśleć. Bał się, co by się z nim wówczas stało.

[Mark W. Baker, Jezus, największy terapeuta wszech czasów. Psychologiczne przesłanie ewangelii, Warszawa 2010, s. 90 i 91.]

Ja nie potrafię znaleźć korespondencji między cytatem z Ewangelii, a sytuacją Chipa. Może Wy macie jakieś pomysły?


Przytoczyłam dla Was dwa fragmenty, które mają być zachęcające do przeczytania książki – wartościowe, wnoszące coś nowego. Może nigdy nawet nie sądziliście, że Jezus może być inspiracją do stawania się psychoterapeutą? Kolejne dwa fragmenty świadczą o tym, że książka nie do końca może odpowiedzieć na Wasze oczekiwania. Jeśli chcecie dowiedzieć się, jakim psychoterapeutą mógłby być Jezus, to z książki Marka W. Bakera „Jezus. Największy terapeuta wszech czasów. Psychologiczne przesłanie Ewangelii.” się raczej nie dowiecie. Fragmenty Pisma Świętego owszem – służą jako inspiracja, ale w książce nie znajdujemy na przykład (czego można by się spodziewać) opisów obłędów, opętań, które mogłyby zostać porównane do do chorób psychosomatycznych. Raczej tego po tej pozycji się spodziewałam.

Myślicie, że psychoterapię i religię da się połączyć? Jak łączycie rozwój emocjonalny, duchowy z życiem religijnym? W mojej (jeszcze krótkiej) praktyce psychoterapeutycznej religia często okazywała się łącznikiem między tym co zrozumiałe, a tym, czego wyjaśnić po ludzku nie sposób (przynajmniej na dany moment dany klient tego nie potrafił). Co Wy sądzicie o Jezusie jako terapeucie?


*w tym wpisie słów „osobista superwizja” używam w znaczeniu ‚własna, psychoterapeutyczna refleksja nad prowadzeniem sesji, kontaktami z klientami oraz podejściem do psychoterapii w ogóle’. Nie mam na myśli profesjonalnej superwizji, którą psychoterapeuci powinni odbywać.
  • Rzeczywiście przedstawione przykłady nijak odnoszą się do psychoterapeutycznej roli Jezusa jednak wiem, że są takie książki, które pokazują Jezusa w różnych rolach i całkiem sensownie to pokazują. Niestety, teraz nie mogę sobie przypomnieć tego typu książek a szkoda. Z tą książką chyba kiedyś się zetknąłem i równie byłem rozczarowany co ty. Myślimy sobie, łoł, nastawiamy się na nie wiadomo co no bo niby wiemy jaką Jezus odegrał rolę w dziajach ludzkości i jeśli to co nauka po stuleciach odkrywa, to co Mistrz stosował wtedy, to budzi to już nie tylko ciekawość ale faktyczną fascynację. Być może stąd właśnie te nasze wygórowane oczekiwania. Nie mniej jednak z wielką ciekawością przeczytałem twój artykuł – szkoda tylko, że ta książka okazuje się zbyt mało wartościowa a tak zapowiadało się smakowicie:)

    • Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zgodzic sie z Toba i poprosic o podeslanie tytulow, jesli Ci sie przypomna 🙂

  • Przykłady może nie są do końca trafne. Jednak nie raz słyszałam o osobach, którym religia pomagała wychodzić z opresji mniejszych lub większych. Myślę więc, że można ją potraktować jako swego rodzaju sesję terapeutyczną.

    • Oczywiscie, ze religia moze miec takie dzialanie i cale szczescie – byleby przyniosla pomoc i odkrycie sensu zycia na nowo. Dziekuje za odwiedziny!

  • Mimo wszystko sięgnę po ten tytuł, bo nigdy nie patrzyłam na religię w tym kontekście.