Pozwól sobie myśleć inaczej.

Pozwól sobie myśleć inaczej.

Cieszy mnie to, że potrafię tak dobrać lektury, aby konsekwentnie utwierdzać się w tym, w co naprawdę wierzę. Dobrym pomysłem jest włączyć również te, z którymi się nie zgadzam – pewnie będą się tutaj również pojawiały, ale dzisiaj chciałam podzielić się nie tym, co nowo odkryte, a do czego chętnie wracam. Do powrotu zainspirowała mnie rozmowa z koleżanką – doktorem nauk społecznych w zakresie pedagogiki. Koleżanka czuła się sfrustrowana codzienną walką ze swoim kilkuletnim synem, który za żadne skarby nie chciał ubierać kurtki (a za oknem połowa jesieni już za nami). Rozwiązanie tego małego problemu powinno być dość proste, ale nawet wielcy specjaliści powinni z pokorą pochylać się nad swoją niewiedzą i przypominać sobie to, co elementarne. Mowa o dobrze znanej książce…

Znalezione obrazy dla zapytania jak mówić żeby dzieci nas słuchały. jak słuchać żeby dzieci do nas mówiły

Zacznijmy przewrotnie i zapamiętajmy!

Byłam wspaniałą matką, zanim jeszcze miałam własne dzieci. Doskonale wówczas wiedziałam, dlaczego inni mają z nimi problemy. Później zostałam matką trojga urwisów.

[A. Faber, E. Mazlish, Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały…, Poznań 1992, s. 13]

Numer jeden dla Autorek to – parafrazując – zrozum uczucia dziecka i pomóż mu poradzić sobie z nimi. Janusz Korczak powiedziałby po prostu – potraktuj dziecko jak człowieka. Specjalnie to piszę, aby uświadomić sobie, że w społeczeństwie to nie jest przecież takie oczywiste. Mówimy o dzieciach w ich obecności, myślimy, że zapomną nam nasze błędy. Sądzę, że tego typu myślenie może okazać się błędne. Pozwól sobie myśleć inaczej! Twoje dziecko jest kompetentne od urodzenia! (polecam rozmowę z Jesperem Juulem w dodatku do WO) Niczego mu nie brakuje.

Aby pomóc dziecku, by radziło sobie z własnymi uczuciami:

  1. Słuchaj dziecka bardzo uważnie.
  2. Zaakceptuj jego uczucia słowami „Och”, „mmm”.
  3. Określ te uczucia.
  4. Zamień pragnienia dziecka w fantazje.

[A. Faber, E. Mazlish, Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały…, Poznań 1992, s. 19]

Autorki krok po kroku wyjaśniają, jak tego dokonać. Poradnik zawiera ćwiczenia, miejsce na notatki, opisy doświadczeń innych rodziców, którym się udało zastosować daną metodę, a także tych, którzy muszą włożyć więcej wysiłku bądź podejść do danej metody trochę inaczej. Rodzice nie muszą bać się rozmawiać o uczuciach z dzieckiem, nazywać ich. Mają obawę, że jeśli powiedzą do dziecka, które właśnie przybiegło do nich z płaczem, bo koleżanki nie chciały się z nim bawić „musi ci być bardzo przykro”, to dziecko rozpłacze się i nie będą mogli go uspokoić. Otóż Faber i Maslish wskazują, że wręcz przeciwnie: dziecko zacznie nam opowiadać, co się wydarzyło, a my mamy szansę uważnie je wysłuchać i dać przestrzeń na wymyślenie rozwiązania!

Jeszcze jedna ważna kwestia poruszana w książce: co często odbija się na rodzicach rykoszetem? Stosowanie kar. Pomyśl inaczej! Pozwól sobie zaprzestać ich stosowania, przeczytaj poradnik i wymyśl wspólnie z Autorkami coś konstruktywnego.

Problem stosowania kar polega na tym, iż sposób ten po prostu nie skutkuje, gdyż powoduje rozterkę duchową i dziecko – zamiast poczucia winy za to, co zrobiło oraz myślenia nad tym, jak to naprawić – oddaje się całkowicie myślom o odwecie. Innymi słowy, karząc dziecko, pozbawiamy je w tym samym momencie bardzo ważnych procesów wewnętrznych, unaoczniających mu złe zachowanie.

[A. Faber, E. Mazlish, Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały…, Poznań 1992, s. 108]

Poradnik daje wiele pomysłów, co zrobić, aby dziecko poczuło i zrozumiało, co źle zrobiło. W dodatku daje pomysły na to, aby dzieci uczyły się ponosić konsekwencje. Zatem konsekwencja i kara nie jest tym samym. Przykład: zwracasz uwagę dziecku, aby nie bawiło się otwartą paczką makaronu, ponieważ zaraz może spowodować wysypanie go. Dziecko nie słucha. Makaron został wysypany – jak przewidywałeś.

  1. Kara: za wysypanie makaronu zakazujesz dziecku obejrzenie jego ulubionej bajki na dobranoc.
  2. Konsekwencja: nie będzie na obiad makaronu z serem na słodko – musisz wyrzucić go do kosza, w dodatku dziecka zadaniem powinno być posprzątanie bałaganu.

Zastanówcie się, co powodują obie te sytuacje. Jakie widzielibyście różnice? Jak może zachować się rodzic w sytuacji pierwszej, co powiedzieć? A jak w drugiej?

Książka jest pełna podobnych przykładów, warto zadać sobie trud, przeczytać ją i próbować zmieniać swoje myślenie, a w konsekwencji zachowania i postawy 🙂