Nie tyranizuj równością.

Nie tyranizuj równością.

Tytułowe zdanie można odnaleźć w książce Jespera Juula „Życie w rodzinie”, którą w Danii można było przeczytać już w 2004 roku, natomiast w Polsce dziewięć lat później. Jest wielu pedagogów, psychologów i terapeutów rodzinnych, których uporczywie uznaje się za wybitnych, ale „wybitność” traci na znaczeniu, gdy można ją przypisać zbyt wielu nazwiskom. Zdaje się, że ów określnik nie jest przesadzony w wypadku Juula. Niesamowicie przyjemnie czyta się książkę, dzięki której można ujarzmić myśli jej słowami…

Czytadło jest cieniutkie. Liczy zaledwie ok. 160 stron o nieco mniejszych wymiarach niż A5, ale nie można książce odmówić doskonałej realizacji zasady „minimum słów – maksimum treści”.

Do rzeczy.

www.empik.com

Już podtytuł książki zdradza intencje Autora co do myśli przewodniej nie tylko książki, ale i jego sposobu patrzenia na wychowanie. „Wartości w partnerstwie i rodzicielstwie”. Ponieważ wychowywanie nie jest relacją tylko rodziców do dzieci (i dzieci do rodziców!), ale i rodziców względem siebie samych. Udany związek ma zwiększone szanse na udaną rodzinę.

Cenną uwagą jest dla mnie odniesienie się Autora do kwestii stosowania „metod” i „narzędzi” wychowawczych:

W kulturze zdominowanej przez prawa rynku często mówi się o narzędziach, modelach, koncepcjach i metodach. Szukają ich rodzice i partnerzy rozglądający się za pomocą specjalistów. Problem jednak w tym, że nie ma metod, które niechybnie prowadzą do sukcesu w życiu rodzinnym. Ludzie są zbyt różni i żyją w tak wielostronnych relacjach, że nie da się zastosować do wszystkich jednej metody (…), nie znam żadnej psychologicznej ani pedagogicznej podstawy naukowej, która uzasadniałaby jakąkolwiek ogólnie obowiązującą metodę. Ludzie nie są maszynami i dlatego nie potrzebują „narzędzi” czy „instrumentów”. (…) Jeśli chodzi o wychowanie dzieci, to największy problem z „metodami” polega na tym, że wszystkie służą jednemu i temu samemu celowi: posłuszeństwu dziecka wobec rodzica.

(J. Juul, Życie w rodzinie, Podkowa Leśna 2013, s. 13 i 14.)

Zapoznając Was z tą książką nie sposób nie wspomnieć o czterech wartościach, wokół których Jesper Juul buduje swój pogląd na udane życie rodzinne. Można o nich przeczytać tutaj: http://www.family-lab.pl/wartosci-rodzinne/, ale w książce dodaje jeszcze dwie. Zatem są to:

  1. GODNOŚĆ
  2. INTEGRALNOŚĆ
  3. AUTENTYCZNOŚĆ
  4. ODPOWIEDZIALNOŚĆ
  5. WSPÓLNOTA
  6. PRZYWÓDZTWO DOROSŁYCH

Na pierwszych czterech wartościach będzie szansa jeszcze się skupić przy okazji omawiania innych książek duńskiego pedagoga (bo ciekawych lektur jeszcze sporo), ale w tym wpisie chciałabym zatrzymać się na krótkim omówieniu ostatnich dwóch.

Wspólnotę budują jednostki; jednostki szczęśliwe, integralne, odpowiedzialne. Dobrze jest, gdy dzieci mają poczucie sprawstwa i współdecydowania o kwestiach, które  je dotyczą.

Rodzina to miejsce, w którym dzieci zdobywają umiejętności społeczne znacznie wykraczające poza samo odkurzanie czy zmywanie naczyń. Tutaj uczą się szacunku dla własnych i cudzych granic oraz sensu wspólnej pracy.

(J. Juul, Życie w rodzinie, Podkowa Leśna 2013, s. 130.)

Rodzina powinna mieć poczucie bycia ze sobą, bycia razem: wykonywać coś wspólnie, brać czynny udział w organizowaniu różnych przedsięwzięć. Każdy powinien mieć możliwość wkładu swoich zasobów we wspólną pracę.

Z kolei przywództwo dorosłych to hasło przypominające o tym, że działalność Jespera Juula nie jest (a na pierwszy rzut oko mogłoby się tak zdawać) związana z tzw. „bezstresowym wychowaniem”. Rodzic jest odpowiedzialny za proces wychowania, jest – jak pisze Autor – latarnią morską dla swojego dziecka. Daje wyraźny sygnał o sobie, pomaga zorientować się w świecie, daje poczucie bezpieczeństwa. Nie narzuca się, ale i nie usuwa w cień.

Czas na wyjaśnienia tytułu wpisu. Uwielbiam, kiedy ktoś mądry trafnie dekonstruuje rzeczywistość, mity, zasłyszane od lat hasła, w które (nie wiadomo, dlaczego!) tak zawzięcie wierzę.

Bardziej problematyczna jest kwestia sprawiedliwości. Jestem jak najbardziej za tym, żeby rodzice unikali niesprawiedliwości wobec dzieci, i nie zarzucali im, na przykład, rzeczy, których nigdy nie zrobiły. Jednak dzieciom najczęściej chodzi o sprawiedliwość, którą moglibyśmy nazwać równością: jedno dostało lody, to i drugiemu się należą; brat otrzymał na Gwiazdkę prezent za 200 zł, to i siostra powinna dostać coś równie drogiego; starszy brat zaczął chodzić na imprezy w wieku dwunastu lat, czterech miesięcy, trzech dni i dwóch godzin – to i młodszy powinien otrzymać pozwolenie w tym samym wieku! Uwaga, nie dajcie się wciągnąć w tę tyranię równości! Nie ma ona nic wspólnego z szacunkiem dla dziecka!

(J. Juul, Życie w rodzinie, Podkowa Leśna 2013, s. 144.)

Jak sądzicie, dlaczego? 😉

  • Justyna

    Dlaczego?

    Bo mamy tyle narzędzi, żeby właśnie w tym momencie zdekonstruować świat jak Derrida i dotrzeć do złotego środka jak Arystoteles 🙂

    • Tak, ale sama dekonstrukcja dla dekonstrukcji większego sensu nie ma. Dopiero kiedy dzięki temu narzędziu możemy zobaczyć coś w nowym świetle, przybliżyć się do sedna sprawy i lepiej ją zrozumieć, czujemy satysfakcję.