NOTATNIK TERAPEUTY

Karolina Plichta

NIE-BAJKA O ADOPCJI

Kiedy wydaje się, że o wychowaniu wiesz już wszystko, bo jesteś pedagogiem, psychologiem, przeczytałeś sto książek o dzieciach lub… po prostu jesteś rodzicem, polecam eksplorację tematów, z którymi – być może – nigdy nie będziesz mieć styczności.Problem z tzw. mainstreamem jest tego rodzaju, że przez przypadek (lub czasami w sposób zamierzony) bywa dyskryminujący(?). Czyli jeśli matki podczas pogaduszek na placu zabaw opowiadają sobie o różnych sytuacjach z życia dzieci i pada pytanie: „a jak rodziłaś? naturalnie czy poprzez cesarskie cięcie?”, to nie biorą pod uwagę faktu, że któraś mama mogła swojego! dziecka wcale nie urodzić.

Od kilku dni zaczytuję się w książkach o adopcji i z tych lektur wyłaniają się pierwsze pytania i wątpliwości. Np. czy „swoje” dziecko może być urodzone tylko przez matkę biologiczną? Rodzice adopcyjni mają „nieswoje” dzieci? A jak ludzie biorą ślub, to mówią „mój mąż”, „moja żona” i nikt nie ma wątpliwości co do ich „swojości”, a jednak więzy krwi ich nie łączą.

Odczarować adopcję - Modlibowska Magdalena

www.empik.pl

W sposób dość satysfakcjonujący odpowiada na te pytania Magdalena Modlibowska, matka trójki dzieci, w książce Odczarować adopcję. Poradnik rodzica dla rodziców. Pierwsze rozdziały dotyczą procedury adopcyjnej i formalności. Nie jest to natomiast cytowanie przepisów prawnych (bo o nich można przeczytać w Internecie), a omówienie, jak z nimi poradzili sobie przyszli adopcyjni rodzice. Należy wziąć pod uwagę, że ksiązka została napisana w 2010 roku, zatem niektóre procedury i przepisy są nieaktualne. Obecnie obowiązuje Ustawa z dnia 9 czerwca 2011 r. o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej (Dz.U. 2011 nr 149 poz. 887 z późn. zm.). Szczególnie cenna dla mnie jest część dotycząca radzenia sobie z chorobą sierocą, której doświadczały dwie córki Autorki. Rozdział ważny, ponieważ burzący mity o tej trudnej chorobie (któż z nas nie ma przed oczami kiwającego się w przód i w tył kilkulatka siedzącego na łóżku w domu dziecka?). Otóż pierwsze symptomy choroby sierocej czujny lekarz zauważył, kiedy pierwsza córka miała niecałe trzy miesiące. Terapia polega na głaskaniu, masażach, przytulaniu, na… okazywaniu miłości. W wypadku starszego dziecka jest to terapia bardzo trudna (dziecko opluwa, odsuwa się, nie chce być przytulane, bije, a ty myślisz, że zwariujesz).

Drugą i bardzo ważną książką jest znana Wieża z klocków Katarzyny Kotowskiej. Książka ma już 16 lat. Zatem syn Autorki, Piotrek, zapewne ok. 17-stu. Klimat tej książki natychmiast mnie poruszył:

„Znam wiele bezdzietnych par. Nie znam nikogo, kto adoptował dziecko. Właściwie wszyscy popieramy adopcję, to taki dobry sposób, żeby mieć dziecko, świetny, dopóki nie dotyczy nas. Adopcja jest sprzeczna z naturą.Jak powiedzieć całkowicie obcemu człowiekowi – będziesz moim dzieckiem? Jak pokonać tę obcość? Czy uda się tego człowieka pokochać? Czy on nas pokocha?”

[K. Kotowska, Wieża z klocków, Poznań 2001, s. 12]

www.mediarodzina.pl

Mam wrażenie, że to lektura, która daje wytchnienie i powoduje „uff, to znaczy, że inni też tak mają?”. Katarzyna Kotowska zdaje się być niezwykle refleksyjną osobą, która nie bała się przełamać tabu świętego-rodzica-adopcyjnego. Miała wątpliwości, nie pokochała syna od razu, on zapewne jej też. Możecie zastanawiać się „gdzie tutaj w ogóle są ojcowie?”. Otóż są, ale na innym, nie mniej ważnym planie. To temat na osobny wpis, który może się nie pojawić, dlatego jeśli Was interesuje temat adopcyjnego ojcostwa, zajrzyjcie po prostu na ojciecadopcyjny.pl.

O adopcji zaczęłam myśleć z perspektywy dziecka, dlatego właśnie pierwszymi lekturami były bajki. Moim zdaniem nie dość trafione. Adopcja jest tak trudnym tematem do wyjaśnienia dziecku, że nie dziwię się, że przeczytane przeze mnie bajki pozostawiają wiele pytań, na które dziecko nie otrzymuje odpowiedzi (być może ono ich nie potrzebuje, tylko rodzic?).

Okładka książki Jeśli bocian nie przyleci, czyli skąd się biorą dzieci

www.lubimyczytac.pl

Jeśli bocian nie przyleci, czyli skąd się biorą dzieci Agnieszki Frączek to bajka krótka, która opowiada o tym, że rodzice musieli odnaleźć swoje dziecko, które już na świecie było. Mnie, jako osobie dorosłej (nie wiem, czy te same odczucia miałoby dziecko), zabrakło odpowiedzi na takie pytania: skąd mnie wzięli rodzice? co to za miejsce? skąd się wziąłem w tym miejscu? Niewątpliwie pomysł z zabłąkanym, psocącym bocianem jest zabawny i dzięki temu na pewno można wypuścić powietrze 🙂

W mojej opinii nieco dojrzalej ujmuje temat Agnieszka Porzezińska w bajce Skąd się biorą rodzice? Nie-bajka o adopcji (podtytuł musiał mnie poruszyć skoro – jak właśnie się zorientowałam – zatytułowałam tak wpis). Autorka dotyka kwestii krzywdzących dziecko biologicznych rodziców w subtelny sposób (mimo że to zdecydowana większość przypadków, to lepiej nie czytajmy takiej bajki dziecku, którego rodzice musieli się zrzec z niewiadomych dla nas powodów). W bajce znajdziemy również fragmenty opisujące pobyt w placówce oraz pierwsze trudności w nowym domu. Niestety walory literackie pozostawiają wiele do życzenia. Oto próbka:

„W pewnym mieście

wielkości „akurat”

mieszkali Pani i Pan.

Długo się nie znali,

ale jak się poznali,

to się pokochali

i szybko pobrali.”

[A. Porzezińska, Skąd się biorą rodzice? Nie-bajka o adopcji, Częstochowa 2010, s. 5]

Skad_sie_biora_t

www.osesek.pl

Perspektywa na rodzicielstwo zmienia się wraz z doświadczeniami, które rozumiem nie tylko jako empiryczne przeżywanie, ale jako teoretyczne rozważania. Im więcej sobie wyobrazicie, zwizualizujecie, przyjmiecie proaktywną (nastawioną na przyszłe wyzwania, których możecie doświadczyć) strategię radzenia sobie, tym mniej sytuacji Was zaskoczy. Wszystkiego nie da się przewidzieć, ale można dołożyć wszelkiej należytej staranności, aby zapoznać się z przeróżnymi tematami, które w pracy psychoterapeutycznej niewątpliwie się pojawią…

P.S. Wiem, że Katarzyna Kotowska napisała również bajkę Jeż. Jeszcze jej nie czytałam, ale była wspomniana zarówno w Wieży z klocków, jak i Odczarować adopcję. Sądzę, że zasługuje na osobne omówienie.

3 Comments

  1. Czekam na wpis o bajce „Jeż”. Dziękuję za zwrócenie uwagi na te książeczki.

  2. „…zabrakło odpowiedzi na takie pytania: skąd mnie wzięli rodzice? co to za miejsce?”
    A mnie się to niedopowiedzenie podoba. Mam dwoje adoptowanych dzieci, dzisiaj już niemal dorosłych – córkę odbieraliśmy wprost ze szpitala, syna z domu małego dziecka. Doprecyzowanie kwestii miejsca (np. dom dziecka) wykluczyłoby inne rozwiązania. Poza tym to jednak bajka, a w niej zawsze jest miejsce na niedopowiedzenia i przenośnie :-).
    Dodatkowo w tej książce ujęło mnie – poza wszechobecną, ale nienachalnie zaprezentowaną miłością – zakończenie, z którego wynika, że rodzina adopcyjna jest normalną, zwyczajną rodziną.
    Jeża też polecam! Ale jednak Bocian jest książką z dużo większą dawką optymizmu. Może to wynika z doświadczeń autorek?

  3. Bardzo dziekuje za ten komentarz. Zdanie mamy adopcyjnej w tym temacie jest dla mnie szczegolnie cenne! Bo zapewne inaczej patrzy sie na te ksiazki, kiedy one rzeczywiscie dotycza sytuacji, w jakiej sie znalezlismy. Wtedy punkt widzenia na pewno sie zmienia. Serdeczne pozdrowienia!

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

© 2017 NOTATNIK TERAPEUTY

Theme by Anders NorenUp ↑