JEDEN błąd w relacji, który popełnia KAŻDA kobieta

JEDEN błąd w relacji, który popełnia KAŻDA kobieta

Wiesz, że inspiracją dla moich wpisów jest życie. (Naprawde napisałam coś tak banalnego?) Nie tylko moje, ale zasłyszane, zaobserwowane, wymyślone lub wyśnione. Już od dawna dostrzegam ten jeden błąd, który zazwyczaj popełniasz w relacji.

W scenie wzięła udział Pani. Napisała w takiej-jednej grupie na Facebooku, że ona bierze udział w kursie poświęconym budowaniu zgranego teamu małżeńskiego i ma następujący problem: Pani n i e  m a p o j e c i a, jak przekonać męża, żeby zaczął się perfumować i elegancko ubierać.

Chyba jasne jest, że każda kobieta chce mieć (no i jakby tu nazwać ewę-chodakowską w wersji męskiej?) boskiego-leo(?), zatem wybiera mu ubrania, perfumy i pierze gacie osobno od skarpetek, bo by się ani jedno ani drugie nie doprało.

Noooo—–nie.

Podział na on brzydki i brudny, a ona piękna i czysta już dawno przeszedł do lamusa. Uciekajcie z miejsc, w których jeszcze się to utrwala; to niczego dobrego nie przynosi.

(Zaczynam mieć szustak-syndrom: zbyt wiele na raz chcę powiedzieć o rany o tym też muszę ale przejdźmy do rzeczy miało być krótko wyszło jak zwykle)

Twój i mój i świata całego podstawowy błąd polega na tym:

Masz najlepszy pomysł na perfumy dla niego, ale… On ma uczulenie na alkohol.

W budowaniu relacji stawiasz siebie w pozycji głównego architekta, zamiast zrozumieć, że małżeństwo to umowa konsensualna oparta na zasadzie równości stron.(#mazadwokat)

Ten błąd to założenie, że Ty wiesz lepiej i Ty teraz poukładasz Wam życie.

Permanentnie mylisz budowanie i rozwój relacji ze swoimi osobistymi zmianami i zapatrywaniami na związek.

Teraz powiesz ‚no ale on nie chce budować lepszej relacji, więc ja muszę o to zadbać’.

Po pierwsze. Nic nie musisz. (Zastanów się, czy nie zrobisz jeszcze gorzej).

Po drugie. Czy uważasz, że relacja będzie lepsza, jeśli tylko Ty zaczniesz coś zmieniać? Uwaga, zaskoczenie: dobrze uważasz! Trzeba tylko skierować Cię na co nieco lepsze tory ;).

Punkt trzeci nam niepotrzebny, więc zostajemy przy tym.

Logika podpowiada, że jeśli masz niesatysfakcjonującą relację i żadna z osób tego nie próbuje zmienić, to będzie co najmniej constans.

Jeśli jedna z osób zacznie COŚ robić, to c o ś zacznie się zmieniać. Grunt, żeby to było trafione i dobrze działało na Was oboje (ale niekoniecznie oboje musicie o tym wiedzieć. Nie, nie chodzi o manipulację).

Wróćmy do Pani. Pani chce perfum i eleganckiego faceta. Zapytajmy Pani, PO CO jej taki? Żeby się nie wstydziła za niego, gdy gdzieś wychodzą, bo on zawsze taki fleja, a inne koleżanki to i do restauracji mogą i do teatru nawet. Ok.

Czyli, jak sądzisz? Co mogłaby zrobić Pani? Tak! Zająć się tym wstydem.

Wstydzie – skąd się wziąłeś?

Wstydzie – co ty masz wspólnego z moim mężem?

Wstydzie – ty mój jesteś.

Temat wstydu jest nie tylko bardzo powszechny, ale i krępujący. Jest to jedno z najmniej przyjemnych uczuć, ale dzięki niemu możesz się dokopać do skarbów w sobie. (o jak ładnie…<3)

Czyli plan jest taki: Ty idziesz na terapię (no #chodznaterapie) lub do psychologa, pedagoga, księdza, coacha, whatever i robisz porządek ze swoim wstydem.

Dobrze. Masz już porządek. Co zatem zrobisz z perfumami i elegancją? NIC. Pójdziesz do tego kina i będziesz oglądać film. Facet zostaje sobą, zadowolony że mu nie zrzędzisz, Ty zajadasz sobie popcorn w spokoju i odczuwasz wewnętrzną harmonię z bordowym fotelem z numerem 11 w IX rzędzie w kinie o nazwie największej gwiazdy w naszej galaktyce.

Nie, oczywiście że to nie jest tak proste.

Jasne, że to banalna i prawie nie występująca sytuacja.

Ale chyba lepiej zastanowić się nad czymś niż nie robić nic, prawda?

Gdy już przemyślisz, daj znać, co Ci z tego wyszło. Pamiętaj – w relacji chodzi o efekt motyla, któremu drżą skrzydełka, a kończy się tornadem, które może wywrócić Wasze życie do góry nogami.