I jak tu się dogadać, czyli wszystko o terapii rodzinnej.

I jak tu się dogadać, czyli wszystko o terapii rodzinnej.

Trzy uniwersalne historie, w których odnajdzie się niemalże każdy czytelnik. Trzy powszechne problemy, z którymi ludzie sobie nie radzą. Dwóch rozmówców, z których tylko jeden – prof. Bogdan de Barbaro, wybitny psychoterapeuta systemowy, potrafi wyjaśnić bezbłędnie, kiedy terapia rodzinna jest potrzebna; kiedy terapia par jest potrzebna. Przedstawiam Wam recenzję książki „I jak tu się dogadać?!” – rozmowę Danuty Kondratowicz z Bogdanem de Barbaro. Jest to najlepsza książka o terapii rodzinnej, jaką do tej pory czytałam.

Dawno już żadna z książek tak mnie nie zaskoczyła. Choć muszę przyznać, że lektury dobieram coraz staranniej, to i tak nie udało mi się jeszcze osiągnąć 100% skuteczności co do satysfakcji z czytania. Polecam Wam śledzić bloga, ponieważ w najbliższym czasie będą się ukazywały książki bardzo ciekawe, a przy tym konkursów nie zabraknie ;).i-jak-tu-sie-dogadac1

Do lektury książki przystępowałam z ambiwalentnym nastawieniem:

  • to nie będzie nic nadzwyczajnego, tylko kolejne tłumaczenie prof. de Barbaro zjawiska sprzężeń zwrotnych
  • mój małżonek przeczytał tę książkę w ok. dwie godziny = jakim prawem szybciej niż ja i co w niej takiego jest, że tak go zaciekawiła (nie, na co dzień w ogóle nie czyta tego typu lektur)?

PODSTAWOWY PODRĘCZNIK PSYCHOTERAPII SYSTEMOWEJ

Oczywiście nie mam na myśli ścisłego zakwalifikowania „I jak tu się dogadać?!” wydanej przez Wydawnictwo Literackie do kategorii „podręczniki”. Raczej chodzi tutaj o formę podawania wiedzy o psychoterapii systemowej i narratywnej. Po przeczytaniu tej książki będziecie wiedzieć więcej o tych podejściach niż po lekturze „Wprowadzenia do systemowego rozumienia rodziny” pod red. Bogdana de Barbaro. Mimo że to ta druga jest uważana obecnie za absolutne must read wśród terapeutów systemowych, to śmiem prorokować, że przyjazna książeczka w różowej oprawie z niebieskim napisem na okładce szybko ją zastąpi (przynajmniej nieoficjalnie) ;).

Każda z trzech części książki zawiera:

  • zapis sesji terapeutycznych (nie są one autentyczne, ale posklejane z faktycznych historii)
  • komentarz Bogdana de Barbaro w postaci rozmowy z Danutą Kondratowicz
  • podsumowanie, czyli „O czym warto pamiętać?”

I tak w każdym z rozdziałów napotykamy pojęcia, na których opiera się psychoterapia systemowa i których znajomość na początku drogi do nauki tego podejścia jest niezbędna. Co ciekawe, autorzy książki umieszczają słownik tych pojęć w kontekście porad. Spójrzcie:

i-jak-tu-sie-dogadac

Nie przytoczę wszystkich 10 punktów, bo nie chcę Wam odbierać radości z odkrywania, co dokładnie znajduje się w tym rozdziale, ale na pewno mogę się podzielić tymi, które (w różnych kontekstach) pojawiały się już na blogu (poniżej olinkowane pojęcia).

dostrzeganie sprzężeń zwrotnych między zachowaniami członków rodziny

optymalna różnica

pozytywne przeformułowania

narracyjność

[I jak tu się dogadać?!, Bogdan de Barbaro, Danuta Kondratowicz, Kraków 2017, s. 253-258]

O każdym z tych zjawisk możecie szukać informacji na blogu albo dopytać, jeśli coś jest dla Was niezbyt jasne, ale gwarantuję Wam, że po lekturze książki będziecie nie tylko wiedzieć, co znaczą poszczególne pojęcia, ale po co są potrzebne i zrozumiecie wagę stosowania wskazówek, jakie daje prof. de Barbaro.

TERAPIA RODZINNA – CZY POMAGA?

Pierwsza część książki dotyczy relacji dwóch sióstr, których przeszłość odciska piętno na obecnej relacji. Terapia rodzinna pomaga Karinie i Katarzynie dostrzec „szaleńczy taniec”, w który się wpędziły (jak się później okazuje, nie do końca ponoszą za to odpowiedzialność); zrozumieć, jaką funkcję ten taniec pełni, co pomaga im maskować, a co uwypuklać i dlaczego siostry zapraszają swoje córki w to szaleństwo. Sam zapis sesji jest niezwykle wciągający i żałowałam, że nie jest dane poznać mi przebiegu wszystkich sesji (co zresztą dotyczy również historii z części drugiej i trzeciej). Myślę, że nie ma nic cenniejszego w nauce psychoterapii, jak podglądanie bardziej doświadczonych od siebie. Mimo że – jak wspomniałam – sesje nie są autentyczne, ale w kontekście pokazania problemu rodzinnego i prowadzenia terapii tej konkretnej rodziny nie ma to znaczenia. Oglądaliście „Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham” Pawła Łozińskiego – film dokumentalny z profesorem de Barbaro (ZWIASTUN)? Te sesje również nie są rzeczywiste, ale gdy obejrzycie film, będziecie wiedzieć, o czym mówię. Ważniejsze jest pokazanie, co może wydarzyć się podczas spotkania, jak pracuje terapeuta i co z tego wynika niż to, czy dana sesja jest autentyczna czy nie.

i-jak-tu-sie-dogadac2

Profesor de Barbaro umiejętnie wyjaśnia w tej części książki (choć nie wprost), kiedy terapia rodzinna może okazać się pomocna. Przede wszystkim należy pamiętać o teoretycznie najprostszej sprawie: motywacji do zmiany. Nie jest ona wcale tak oczywista. Okazuje się, że na terapię rodzin przychodzimy z różnych powodów (obejrzyjcie zwiastun, który Wam olinkowałam!): dla jego dobra, dla jej dobra, żeby on się zmienił, żeby jej udowodnić, że to ja mam rację i myślę racjonalniej. [Chyba jeszcze nigdy nie usłyszałam od klienta „co ja mogę zmienić, zrobić, żeby w tej relacji poczuć się lepiej?” I wiecie co? Tacy klienci wcale nie są dla terapeutów wymarzeni – wykonali już lwią część pracy poza gabinetem, mają wysokie oczekiwania względem terapeuty i chcą p r a c o w a ć  t e r a p e u t y c z n i e.] Tymczasem terapeuta Was zapyta „co miałbyś tutaj zrobić dla siebie, a co chciałbyś zrobić dla rodziny?” nie „co chciałbyś zmienić w córce”! Terapia rodzinna ma sens wtedy, kiedy widzisz swoją rodzinę jako powiązany różnymi relacjami i kontekstami system elementów, które współgrają ze sobą – czasem ta gra Ci odpowiada, czasem nie możesz w niej wytrzymać. Gdy decydujesz się na podjęcie terapii ze swoją rodziną, rolą terapeuty jest pomóc Ci zrozumieć mechanizmy, jakie występują w Twojej rodzinie, zmienić perspektywę, pobyć trochę w „czyichś butach”, aby zrozumieć tego Drugiego i wykazać w stosunku do niego empatię.

Danuta Kondratowicz: Z terapią rodzinną jest chyba jeszcze ten problem, że nie zawsze rodzina jest skłonna pojawić się w gabinecie. Wyobrażam sobie, że rodzice naszych bohaterek niezbyt chętnie zareagowaliby na pomysł przyjścia razem z dorosłymi córkami na terapię.

Bogdan de Barbaro: Z pani pytaniem wiąże się problem gotowości do zmiany. Czy od osób starszych można wymagać, by były otwarte na taki „życiowy remanent”, który byłyby gotowe urządzić córki? (…) Chciałoby się powiedzieć, że koncepcja „toksycznych rodziców” dotykała prawdy, ale w sposób, który nie służył dialogowi. Ta prawda przestawała być prawdą użyteczną. Czy prawda może być prawdą, gdy staje się orędziem walki? Więc wracając do pytania o obecność rodziców w terapii: tak jak wspólne spotkanie sióstr  w gabinecie terapeutycznym może być uzdrawiające dla ich relacji i uwalniające uczucia, tak relacja z rodzicami może być poprawiona na poziomie symbolicznym, w psychice tych kobiet.

[I jak tu się dogadać?!, Bogdan de Barbaro, Danuta Kondratowicz, Kraków 2017, s. 93-94]

ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA SIEBIE I RODZINĘ

Trzecia część książki (drugą omijam celowo – jest równie dobra, jak pozostałe, ale przekonajcie się o tym sami; dotyczy terapii par) porusza niezwykle ważne, coraz bardziej popularne zagadnienie, jakim jest tworzenie rodziny patchworkowej, o której już była mowa na blogu przy okazji przedstawienia Wam książki Virginii Satir KLIK. Gdybyśmy mieli dla rodziny przedstawionej w „I jak tu się dogadać?!” stworzyć genogram, czyli schematyczne drzewo genealogiczne, na którym zaznaczylibyśmy ważne daty z życia rodziny, typy łączących rodzinę relacji i wiele innych (w książce znajdziecie bardzo proste przykłady schematów rodzinnych), to rodzina Anny i Janusza liczyłaby wieeeelu członków. Sama praca z genogramem mogłaby zająć nawet trzy sesje. W takiej sytuacji klienci powinni być szczególnie wyczuleni na punkcie odpowiedzialności za swoje zachowania, słowa, gesty. O odpowiedzialności za siebie bardzo dużo pisze Agnieszka Pieniążek na Domowych Zawirowaniach (polecam Wam odwiedzać ten blog). W wielkim skrócie, aby osiągnąć sukces w terapii rodzinnej, która jest częścią patchworku, dobrze jest, jeśli klient zrozumie, że to właśnie on ma wpływ na relacje – nawet na te, które zdają się najtrudniejsze. Jeśli przestanie od innych członków rodziny oczekiwać, wymagać, potrzebować, znajdzie się w dobrym punkcie wyjścia. Dlaczego? Tutaj przychodzi z pomocą zjawisko sprzężenia zwrotnego, które zazwyczaj wykorzystuje się do opisu jakichś negatywnych kontekstów: on nie wraca po pracy od razu do domu, ona się za to na niego złości, wydzwania, nęka, marudzi (że nie dba o rodzinę, że już jej nie kocha itd.), on się na to denerwuje, czuje się osaczony, zatem nie wraca od razu do domu coraz częściej, ona mu to wypomina i tak właśnie rozkręca się gra, którą de Barbaro określa jako „gonię-uciekam”. i-jak-tu-sie-dogadac3Myślę, że z łatwością możecie sobie wyobrazić analogiczną sytuację p o z y t y w n e g o sprzężenia zwrotnego: on nie wraca od razu po pracy, ona zastanawia się, czy coś się stało, dzwoni i spokojnie pyta, czy wszystko w porządku, on tłumaczy, że musi zostać chwilę dłużej, bo szef prosił, ona przygotowuje dla niego posiłek na późniejszą godzinę, aby go wesprzeć i pokazać, że rozumie, że miał ciężki dzień w pracy, on czuje ulgę, spędzając czas z troskliwą żoną, dni „po godzinach” w pracy to u niego rzadkość – woli wracać do domu.

(…) gdy ludzie przychodzą do gabinetu i mówią w liczbie mnogiej „Bo myśmy tu przyszli po to, żeby…” albo: „Nasza córka jest taka i taka…”, ja za każdym razem proszę o przejście na liczbę pojedynczą. A jeśli na przykład mąż mówi: „No, ja ten problem widzę tak samo jak żona…”, mówię, że to niemożliwe, i proszę o wyodrębnienie, o znalezienie własnego zdania.

[I jak tu się dogadać?!, Bogdan de Barbaro, Danuta Kondratowicz, Kraków 2017, s. 76]

Ten bardzo proste przykłady obrazują, że tylko i wyłącznie od nas samych zależy, jak układają się relację w naszych rodzinach. Czasami nie trzeba zmieniać zupełnie nic w sensie jakiejś rewolucji, terapii itd. Wystarczy zmiana perspektywy, więcej empatii i założenie dobrej woli po drugiej stronie!

Nie wyobrażam sobie biblioteczki psychoterapeuty systemowego bez tej książki na półce. W dodatku uważam, że nie wystarczy jej przeczytać raz. Trzeba do niej wracać i przypominać sobie absolutnie podstawowe kwestie. Większość doświadczonych terapeutów, z którymi do tej pory miałam styczność twierdzi, że im bardziej rozwijają się w swojej profesji, tym mniej wiedzą o psychoterapii i jak ta „idealna” powinna wyglądać. Często wracają do początków, punktów wyjścia, początkowych sesji. „I jak tu się dogadać” to pozycja, która będzie mi towarzyszyła przez dużą część życia zawodowego. Polecam Wam – kupcie ją, czytajcie: czy jesteście korzystającymi z psychoterapii, czy psychoterapeutami, czy osobami, które chcą po prostu rozwinąć umiejętności w budowaniu dobrych relacji ze sobą, innymi i światem. 🙂

Tutaj możecie kupić książkę:  I JAK TU SIĘ DOGADAĆ?!

A tutaj zapraszam Was do K O N K U R S U. Wydawnictwo Literackie pomyślało o Was i przysłało mi dwa egzemplarze – jeden recenzyjny i drugi konkursowy, za co Wydawnictwu bardzo dziękuję!

  • Pingback: I jak tu się dogadać?! Konkurs! – Notatnik Terapeuty()

  • Tu chyba przede wszystkim trzeba chciec sie dogadac. W przeciwnym razie wszelkie proby dogadania sie sa z gory spisane na straty. Pozdrawiam serdecznie Beata

    • Oczywiście masz rację. Chęć do zmiany/dogadania się/ rozpoczęcia czegoś nowego – to podstawa!

  • Bebe Talent

    Takie książki mają ogromne znaczenie, bo wiele osób wciąż wzbrania się przed tego typu pomocą, uważając terapię za coś wstydliwego.

    • Dlatego niesamowicie się cieszę, że mogę uczestniczyć w promocji tej książki 🙂

  • Nie słyszałam o tej książce, ale już widzę, że to kompendium wiedzy potrzebne dzisiaj prawie każdemu człowiekowi.

    Mamy coraz gorsze problemy z dogadaniem się z innymi. Nie potrafimy rozmawiać ze sobą i rozwiązywać problemów poprzez rozmowę.

    Po przeczytaniu Twojej recenzji odnoszę wrażenie, że ta książka może uświadomić niejednego, nawet laika w tej dziedzinie. 🙂

    • Dokładnie tak jest, dlatego naprawdę zachęcam, żeby tę książkę kupić, przeczytać, wziąć udział w konkursie! Dziękuję za odwiedziny, Ciebie, Socjopatko też chętnie odwiedzam <3

  • Szczerze mówiąc nie słyszałam o tej książce, ale na własnej skórze doświadczyłam problemów z rodzinną komunikacją. Z własnego doświadczenia wiem również, że nie rozwiązany problem na początku, później rozrasta się do kolosalnych rozmiarów…

    • No właśnie. A w tej książce dostajesz przepis na to, jak tego uniknąć. A ten ‚przepis’ jest zmianą perspektywy, poszerzeniem znaczeń, którymi się posługujemy na co dzień. Naprawdę polecam, aby ją kupić, pożyczyć, wziąć udział w konkursie!

  • U nas raczej terapia rodzinna jest mniej popularna niż na zachodzie. Tak sądzę. A jak jest w praktyce?

    • Wciąż raczej mniej popularna niż terapia indywidualna – to z pewnością. Natomiast w dużych miastach tendencja jest wzrostowa. W mniejszych miejscowościach nawet terapia indywidualna dalej pozostaje tematem tabu. Jest to raczej temat wstydliwy.

  • Justyna Waliłko

    Jest mi bardzo przykro, czuję się lekko zirytowana, a w mojej głowie pojawia się wielki znak zapytania związany z pytaniem: dlaczego w społeczeństwie ciągle panuje powszechne przekonanie, że na terapię chodzą wyłącznie ludzie chorzy psychicznie?? Bardzo trudno walczyć z tym stereotypem, szczególnie w mniejszych miastach, gdzie wszyscy się znają i wszystko o sobie wiedzą. Niemniej jednak to właśnie ograniczenie i zamknięcie na pomoc z zewnątrz sprawiają, że w wielu domach mają miejsce tragedie. W życiu każdego człowieka ciagle coś się dzieje i większość zdarzeń ma wpływ na jego rozwój, zmianę postrzegania otaczającego świata i ludzi, w tym – swoich bliskich. Nic zatem dziwnego, ze u większości rodzin w pewnym momencie zaczynają narastać kłótnie związane ze sprzecznymi poglądami, różnymi oczekiwaniami, konfliktami planów i wizji. Każdy członek rodziny to osobny człowiek, który ma prawo do własnego zdania. Są to sztampowe, wręcz banalne fakty, jednak wydaje się, że wiele osób o nich zapomina. No i teraz przydałoby się odpowiedzieć na pytanie: w jakich wypadkach rodziny powinny korzystać z terapii rodzinnej? Moim zdaniem – w każdym wypadku, w każdej sytuacji, kiedy stwierdzą, że coś jest nie tak. Oczywiście, warto na początku zastanowić się, co takiego się zadziało, co zaprowadziło do tych trudniejszych momentów w życiu rodziny. Ale zawsze warto mieć na względzie, że wokół są osoby, które potrafią profesjonalnie pomóc, są specjalistami, które pozwolą spojrzeć na wiele aspektów z innej perspektywy, bez tych negatywnych emocji, którymi żywi się rodzina, przeżywająca trudne chwile. I trudnymi chwilami nie mogę tu nazwać wyłącznie brak porozumienia, trudności z dogadaniem się czy pogodzeniem obecnych wartości, ale także – i przede wszystkim – sytuacje traumatyczne, takie jak śmierć kogoś bliskiego, ciężkie choroby, wypadki, przemoc fizyczna, psychiczna czy seksualna. Niekóre rodziny tworzą toksyczny system, są uwikłane w szkodliwe sieci relacji, a nawet nie zdają sobie z tego sprawy, tylko tkwią w tym i jeszcze bardziej to pogłębiają. Dopiero z czasem organizmy nie potrafią poradzić sobie z wypieranymi przez psychikę problemami i zaczynają się sprzeciwiać. Symptomami tego sprzeciwu mogą być różne choroby, nie tylko psychiczne (choroby, zaburzenia), ale też te somatyczne. Jestem zdania, że każdy problem należy rozwiązywać „na gorąco”. Nie czekać, nie udawać, ze nic się nie dzieje, ze nic się nie stało. Jeśli problem jest, to jest i nie należy go ignorować. Klapki na oczach nie prowadzą do niczego dobrego. Terapia rodzinna to cudowny przywilej naszych czasów. Dobrzy terapeuci potrafią zdziałać cuda i naprawdę pomóc całej rodzinie. Nalezy jednak pamiętać, że te chęci muszą się przejawiać z obu stron. Do terapii potrzeba otwartego umysłu. Ale z drugiej strony terapia pomaga też ten umysł otworzyć, metaforycznie rzecz ujmując. Odpowiedzialni ludzie wiedzą, ze problemy ich dziecka, to problemy całej rodziny, a także, że ich problemy (małżeńskie), to także problemy dziecka/dzieci. Rodzina jako komórka społeczna, funkcjonująca w silnym powiązaniu bardzo na siebie oddziałuje. Negatywną energię choćby jednej osoby natychmiast odbierają pozostali.
    Psycholog, terapeuta, psychoterapeuta to nie Twój wróg. To przyjaciel.

    • Justyno, dziękuję za Twoją odpowiedź. Żywię nadzieję, że właśnie dzięki takim książkom jak ta, blogom, psychoterapeutom, którym zależy na pomaganiu, coraz mniej będzie przekonań o tym, że terapia to coś wstydliwego. Pozdrawiam serdecznie!

  • Bardzo mnie zaciekawiłaś tą lekturą, chętnie do niej zajrzę. Z problemami rodzinnymi, kryzysami małżeńskimi i nie tylko bardzo dużo osób przychodzi do mnie, a jeszcze więcej osób boi się przyjść i szukać pomocy. Dlatego takie książki też oswajają z zagadnieniem terapii i innymi formami pomocy, kiedy w rodzinie niezbyt dobrze się dzieje 🙂

    • Jestem przekonana, że nie będziesz żałowała – przeczytaj, naprawdę. Powiem więcej: polecaj ją swoim klientom, bo ona jest dla wszystkich; i dla specjalistów i dla nie-specjalistów. Ja zajmuję się właściwie tylko tematyką rodzin i par, zatem jeśli masz jakieś książki do polecenia, to z chęcią się o nich dowiem! Dziękuję za odwiedziny!