Terapeuta ma hybrydę!

Terapeuta ma hybrydę!

Tym razem nie zapominam o pieniądzach. Myślę: „no siedem dych to potrzebuję jak nic” i myślę dalej: „a jak mi się zachce jeszcze jakiegoś akcenciku na serdecznym? dobra, jeszcze dwadzieścia”. Wychodzę z domu. Wróć: w y b i e g a m z domu (Hania dostała jeść, ale to bynajmniej nie oznacza, że się najadła) i przemierzam – uwaga – 180 metrów. Zachodzę do małego saloniku kosmetycznego o ekskluzywnej nazwie „Atelier urody”.

Siadam. Początkowo trochę skrępowana. Nigdy nie wiem, czy zagadywać czy nie. Może jestem właśnie dziesiątą klientką pani, która ostro wzięła się za moje… tzw. p a z n o k c i e (żadne słowo ni skrót nie są przypadkowe).

Rozmawiamy. Ja zazdroszczę Pani, że ma działalność, a Pani zazdrości mnie, że sobie siedzę(!) na chacie. No więc tak sobie zazdrościmy wzajemnie. Pani narzeka, że na ZUS musi zarobić, że obłęd, że brak urlopu.

I ja wtedy w s p a n i a ł o m y ś l n i e oświadczam: noooo, a czasem to pewnie Pani pracuje godzinę i pieniądze małe, bo ktoś chce tylko włosy podciąć, a czasem to fajnie, bo jak jakieś farbowanie, to dużo więcej. Pani ze zrozumieniem przytakuje, kiwa głową z uznaniem.

Siedziałam tam od 14:00 do 15:00. Pani zrobiła mi super paznokcie. Przychodzi do płacenia. Ja dumna, bo przecież ja-z-tych-płacących-więcej. Pani: 30 zł. Ja: zaciesz buraczany. To dużo? Mało? W każdym razie starałam się wyciągnąć pieniądze z kieszeni tak, żeby mi wszystkie nie wyleciały ^^ Daję czterdzieści, Pani daje „dyszka dla pani”.

Wychodzę cała szczęśliwa. Zrobiłam h y b r y d ę za 30 zł w Kaliszu, 180 metrów od domu.
Kurtyna.

ŚWIADOMOŚĆ!

Gnasz do tego dużego miasta, bo w głowie już od dawna wyświetlasz sobie film o wielkiej karierze, uroczej kawalerce (bo w śnie najprawdopodobniej jesteś jeszcze singielką, a mężczyźni biją się o Ciebie), do której przychodzisz po całym dniu jakże efektywnej i satysfakcjonującej pracy. Parkujesz swoją h y b r y d ę w podziemnym garażu na nowoczesnym osiedlu. Oooo tak. Któż z nas nie wyświetla sobie również napisów „i żyła długo i szczęśliwie, a na jej pogrzebie płakały tysiące”.

Żeby była jasność, nie ma NIC ZŁEGO w takiej wizji. Tylko czy właściwie dobierasz środki?

Bądź świadomy tego, że jeśli wybierasz pedagogikę jako studia, to najprawdopodobniej sen się nie ziści (ja).

Bądź świadomy, że jeśli nie do końca dobrze wybrałeś, to m o ż e s z to naprawić i coś do tej pedagogiki dołożyć (też ja).

Zastanów się, o co dokładnie Ci chodzi. Jeśli Twoim celem jest spełnienie wizji ze snu, to po co się pchasz do Warszawy? Tam możesz mieć mniejsze szanse. Pedagog zarabia mniej więcej tyle, co w Kaliszu, tylko że w Kaliszu h y b r y d a kosztuje 30 zł, a w Warszawie 70 zł.

Często COŚ nam się marzy, a ograniczenia są tylko w naszej głowie. Naprawdę.

Chodzi o pracę nad naszą ś w i a d o m o ś c i ą s i e b i e! Jeśli wybierzesz wizję ze snu, to raczej do 30-stki nie wyrobisz się z piątką dzieci (chyba że… Manymum ).

A najczęściej lądujemy gdzieś po środku i ważne, żebyśmy byli z tego zadowoleni.