Doprowadzanie do szaleństwa.

Doprowadzanie do szaleństwa.

Jak wielkie było moje zdziwienie, kiedy hasło „Doprowadzanie do szaleństwa” znalazłam w Słowniku terapii rodzin autorstwa Fritza B. Simona i Helma Stierlina…

Doprowadzanie do szaleństwa jest to forma zachowania i/lub komunikacji, na skutek której druga osoba doświadcza gwałtownych konfliktów emocjonalnych, ponieważ zachowanie to zagraża rozwojowi jej autonomii i ma szkodliwy wpływ na jej poczucie tożsamości i obraz samej siebie.

[F. B. Simon, H. Stierlin Słownik terapii rodzin, Gdańsk 1998, s. 56]

Co ciekawe, pojęcie „doprowadzania do szaleństwa” zostało opisane przez Harolda Searlesa jako „element etiologii i psychoterapii schizofrenii”:

Searls uważa, że za takim postępowaniem kryje się pragnienie zniszczenia drugiego człowieka („zabójstwo psychologiczne”) oraz dążenie do przeniesienia na zewnątrz własnego zagrożenia szaleństwem, by w ten sposób się go pozbyć. Koresponduje to z pewnym rodzajem delegacji. (…)

Searls uważa, że jest to również próba położenia kresu ambiwalentnie symbiotycznej relacji, która została obciążona takim napięciem, że nikt nie potrafi nabrać do niej dystansu.

[F. B. Simon, H. Stierlin Słownik terapii rodzin, Gdańsk 1998, s. 56]

Zdawać by się mogło, że definicja słownikowa w dużej mierze nie oddaje poczucia krzywdy, jakiej doznaje osoba, na której partner wyładowuje swoje szaleństwo. Otóż terapia systemowa ma być dla pary UŻYTECZNA. Zatem psychoterapeuta nie powinien nazywać tego, który do szaleństwa doprowadza ofiarą, a tego, który jest do szaleństwa doprowadzany – katem. Nie jest to zgodne z zasadą neutralności, jaka obowiązuje w terapii systemowej. Z góry nadaje etykiety, które bardzo trudno z siebie zrzucić. Dlatego zamiast definiować, warto skupić się na opisie zachowań.

Zachowujemy się w określony sposób, ponieważ mamy z tego korzyści. Kiedy przychodzimy do terapeuty, to jeszcze o tym nie wiemy. Gotowość, aby to zobaczyć, pojawia się podczas procesu psychoterapeutycznego.

Ten, który doprowadza do szaleństwa ma z tego korzyść.

Ten, który doprowadzony jest do szaleństwa ma z tego korzyść.

Nie jest moją rolą, aby odpowiedzieć na pytanie, co uzyskują te osoby. Psychoterapeuta systemowy nie jest i nie chce być ekspertem od czyjegoś życia. Ale warto zastanowić się nad niektórymi pytaniami:

Pytania dla doprowadzającego do szaleństwa: w jakich sytuacjach partner okazuje ci tak duże pokłady złości? co wtedy mówi? jak wygląda? jak się zachowuje? co robisz, kiedy zaczynasz zauważać, że on zaraz wybuchnie? co byś zrobił, gdyby partner cię zaskoczył i akurat w tej sytuacji nie wybuchnął? czego byś nie zrobił? co w tobie jest, że możesz wyzwolić w kimś tak silne uczucia?

Pytania dla doprowadzanego do szaleństwa: w jakich sytuacjach doświadczasz dużego napięcia emocjonalnego? co robi partner, kiedy obdarowujesz go szaleństwem? co byś zrobił, gdyby partner powiedział, że nie chce twojego szaleństwa? jak byś zareagował, gdyby okazało się, że twoje szaleństwo nie ma wpływu na twojego partnera?

Pytania są dość uniwersalne i zapewne brzmiałyby inaczej, gdybym zadała je konkretnym osobom podczas spotkania. Doprowadzanie do szaleństwa czemuś służy. Zarówno jednemu, jak i drugiemu partnerowi. Ważne, aby odkryć, co partnerzy kryją pod tym zachowaniem.