NOTATNIK TERAPEUTY

Karolina Plichta

Co masz robić w życiu? I inne banalne pytania.

Szczególnie złoszczę się na głupotę, ignorancję, absolutnie zerowy brak wglądu w siebie i krytycyzmu wobec swojego zachowania, a także na brak kontaktu z rzeczywistością (stąd na siebie również).

To ostatnie kryterium (zdaje się) spełnił Dyrektor Instytutu Psychologii Uniwersytetu Wrocławskiego w rozmowie, która została opublikowana na stronie IPs (TUTAJ). W skrócie: prof. Sorokowski udziela wskazówek, jakie studia psychologiczne najlepiej wybrać. Poniżej postaram się wypunktować, dlaczego te porady zostały oderwane od rzeczywistości.

Piotr Sorokowski: (…) Dlatego w całej Polsce otwierają się szkoły oferujące studia psychologiczne z pozornie bardzo ciekawą ofertą edukacyjną.

Przemysław Nowicki.: Jak nie dać się nabrać na pozornie atrakcyjną ofertę edukacyjną?

P.S.: To bardzo ciężkie [sic!] pytanie. Mogę powiedzieć na co ja, doświadczony pracownik, od wielu lat stykający się z wieloma Instytutami Psychologicznymi zwracałbym uwagę. Po pierwsze ważne, aby wybrać uczelnie, wydziały lub instytuty, które za swoją działalność otrzymały oficjalną kategorię Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego (rozpiętość kategorii to: A+, A, B, C – przyp. red.).”

[Rozmowa z prof. Sorokowskim]

To nie jest dobra wskazówka. Kategoria C oznacza ocenę niezadowalającą, a kategoria B „poziom akceptowalny z rekomendacją wzmocnienia działalności naukowej”. Zatem nie wystarczy, aby dana jednostka naukowa była ujęta w wykazie TUTAJ, ale żeby miała kategorię co najmniej A. Inna rzecz, że wspomniane wyżej oceny uczelnie otrzymują za działalność ściśle naukową (ROZPORZĄDZENIE). Nie ma tutaj kryterium w stylu „przygotowanie studentów do zawodu”, ba! – w ogóle nie ma mowy o studentach w jakimkolwiek zakresie ;]. Jestem daleka od tego, aby uniwersytety zamieniały się w szkoły zawodowe, ale idę o zakład, że gdyby poszukać jakichś badań, czy choćby zapytać studentów, co jest dla nich ważne podczas studiów, większość (a już na pewno duża część) odpowiedziałaby, że „praktyczne przygotowanie do zawodu”. Moim zdaniem jest to pomyłka, że studenci mają takie oczekiwania względem szkół wyższych, ale o tym później.

P.S.: Podobnie sprawa ma się ze wszelkiego rodzaju rankingami. Na przykład istnieje ranking „Perspektyw”. Moim zdaniem, nie jest aż tak ważne, na którym miejscu jest dana uczelnia, ale czy w ogóle jest ona ujęta w danym rankingu. Oczywiście, im wyższe miejsce w rankingu tym lepiej. Natomiast brak jednostki w tego typu ranking [-u, dop. mój] powinien już być dla maturzysty ostrzeżeniem.”

[Rozmowa z prof. Sorokowskim]

Ranking „Perspektyw” zawiera ponad 80 miejsc. Naprawdę nie jest ważne, czy uczelnia ma trzecie czy pięćdziesiąte? Rozumiem, że Dyrektor zapewne miał na myśli pierwszych kilkanaście/kilkadziesiąt, ale akurat Uniwersytet Wrocławski nie ma się za bardzo czym chwalić. W rankingu ogólnym zajmuje 7 miejsce, a w rankingu kierunków psychologicznych 8. Jak zwykle wyprzedzają nas Warszawa, Kraków, Poznań i SWPS. Mam na myśli różne jednostki w tych miastach. Zatem jest to kolejna nieudana wskazówka dla maturzysty (bo głównie z myślą o nim rozmowa została przeprowadzona). Dlaczego uważam, że 7 i 8 miejsce to nie powód do chwalenia się? Trzy największe ośrodki akademickie w Polsce to kolejno: Warszawa, Kraków i Wrocław. Pierwsze dwa miasta wykorzystują po prostu swój potencjał. Można rzec brzydko, że łaski nie robią, zdobywając zawsze dwa pierwsze miejsca. Zatem UWr. mógłby się w końcu postarać, aby przegonić Poznań. Na szczęście Politechnika Wrocławska ratuje trochę nasz honor, sytuując się na 4 miejscu.

P.S.: Nasi studenci już od pierwszego semestru mają kontakt nie tylko z profesorami na wykładach, ale także z doświadczonymi praktykami podczas zajęć ćwiczeniowych, co również jest nie bez znaczenia dla jakości kształcenia.”

[Rozmowa z prof. Sorokowskim]

Trzeba tę informację nieco poprawić: w pierwszym semestrze na I roku roku akademickiego 2016/2017 nie było zaplanowanych zajęć z profesorami. Jeden z pracowników w trakcie trwania semestru zdobył habilitację (na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu!). Nie uskarżam się na to. Po prostu nie cierpię nierzetelności i wprowadzania przez nią ludzi w błąd. Zresztą nie będę Wam opisywać doświadczeń z kadrą dydaktyczną Instytutu Psychologii. Wspomnę tylko, że jedyny prowadzący, który był dla mnie naprawdę inspirujący (ale daleko mi do tego, aby nazwać go autorytetem) to dr Henryk Jarosiewicz – rzeczywiście zafascynowany myślą psychologiczną i któremu zależało, aby studenci na zajęciach układali spójne i logiczne wypowiedzi z uzasadnieniem, a nie bredzili o tym, co im się wydaje. Bo wydawać się może każdemu, a na studiach powinniście iść krok dalej – zacząć WIEDZIEĆ. Nie bać się wiedzieć i być o czymś przekonanym.

Do wypowiedzi prof. Sorokowskiego miałabym jeszcze kilka zastrzeżeń, ale w tej chwili ważne jest dla mnie, abyście zastanowili się nad czymś innym.

Z INNEJ BECZKI, CZYLI CO MASZ ROBIĆ W ŻYCIU?

Dlaczego w ogóle przytoczyłam Wam tę rozmowę? Bo najczęściej pyta się młodych ludzi „na jakie studia idą”. W ogóle mam wrażenie, że polski system edukacji jest nastawiony tylko na zdobywanie kolejnych etapów edukacyjnych, których zwieńczeniem jest dostanie się na studia (to już nie kolejny etap edukacyjny w rozumieniu systemu oświaty, a pierwszy stopień wtajemniczenia w obszarze szkolnictwa wyższego). Różnie to wychodzi. Nie dostajesz się na prawo – idziesz na administrację. Nie dostajesz się na psychologię – idziesz na pedagogikę. Nie dałeś rady z medycyną – zostaje ci weterynaria. Itd. Znacie kogoś kto chciałby iść na administrację? To kierunek stworzony dla przyszłych pracowników administracji rządowej, urzędów itd. Nie spotkałam jeszcze osoby, która chciałaby zostać urzędnikiem. A szkoda, bo chyba każdy z nas miał okazję się przekonać o tym, że od kompetencji osób pracujących w podmiotach publicznych często zależy nasze życie, przyszłość – wiele spraw.

Przestańcie sobie zadawać pytania „jakie studia mam skończyć”. Myślisz: pójdę na pedagogikę – będę pracować z dziećmi w przedszkolu. Otóż nie będziesz. Musisz wybrać konkretnie nauczanie przedszkolne. Musisz to wiedzieć. Tylko skąd?

Zacznij od pytań: „co chcę robić w życiu, jaką mam misję do spełnienia, co jest dla mnie naprawdę ważne, co chcę robić dla innych, w czym jestem dobry, co mnie pasjonuje?” lub podobnych. Na tym etapie pozwól sobie na wszystko, co przychodzi ci do głowy. Na weryfikację będzie czas. Warto przemyśleć, czy chcesz zdobyć gdzieś pracę, czy chcesz otworzyć działalność gospodarczą. Ścieżka do osiągnięcia tych celów może być nieco inna.

Zastanów się, czy do tego, co chcesz robić w ogóle są potrzebne studia. Jeśli chcesz projektować kartki ślubne – nie są. Ważniejsze jest zainwestowanie w dobry kurs, programy graficzne, sprzęt i umiejętności z zakresu prowadzenia firmy. Jeśli chcesz być komornikiem – musisz skończyć prawo. Innej opcji nie ma. Jeśli się nie dostaniesz i pójdziesz na administrację, to ucz się tak, żeby się przenieść na prawo. Nie rezygnuj z chęci bycia komornikiem. Nie zapominaj, jaki w głowie miałeś plan. I nie wstydź się tego, że się nie dostałeś. Szczerość będzie lepiej przyjęta przez otoczenie niż udawanie kogoś, kim się nie jest. Jeśli chcesz zostać psychoterapeutą – wiesz, co masz robić. TUTAJ znajdziesz wiele potrzebnych informacji.

Na etapie zastanawiania się nad wyborem ścieżki życiowej należy zapoznać się z przepisami, które mówią o tym, kto może dany zawód wykonywać. Od tego zaczynaj! Nie od przeglądania kierunków studiów. Zastanów się, kim chcesz być i co trzeba zrobić, aby tym kimś zostać. Np. uczelnie oferują takie kierunki jak np. „asystent rodziny” na wielu wydziałach związanych z pedagogiką. A wiesz, że asystent rodziny może w ogóle nie mieć ukończonych studiów wyższych? Nie zliczę ile razy słyszałam od wykładowców, że żeby być asystentem rodziny, należy ukończyć studia podyplomowe. Tak. Istnieje taka możliwość. Zupełnie niekonieczna. Masz do wyboru też inne warianty, ale dla uczelni liczą się pieniądze.

Art. 12. 1. Asystentem rodziny może być osoba, która:
1) posiada:
a) wykształcenie wyższe na kierunku pedagogika, psychologia, socjologia, nauki o rodzinie lub praca socjalna lub
b) wykształcenie wyższe na dowolnym kierunku uzupełnione szkoleniem z zakresu pracy z dziećmi lub rodziną i udokumentuje co najmniej roczny staż pracy z dziećmi lub rodziną lub studiami podyplomowymi obejmującymi zakres programowy szkolenia określony na podstawie ust. 3 i udokumentuje co najmniej roczny staż pracy z dziećmi lub rodziną lub
c) wykształcenie średnie i szkolenie z zakresu pracy z dziećmi lub rodziną, a także udokumentuje co najmniej 3-letni staż pracy z dziećmi lub rodziną.

[Ustawa o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej]

Niewątpliwie moim osobistym sukcesem jest „zmuszenie” wrocławskiego Instytutu Pedagogiki do nawiązania współpracy z Wydziałem Prawa, Administracji i Ekonomii w zakresie studiów podyplomowych z Zarządzania Oświatą. Otóż wybierając specjalność „Marketing i zarządzanie placówkami edukacyjnymi w regionie” (co to w ogóle jest?!) usłyszałam, że po tym kierunku będę mogła być dyrektorem różnych placówek: przedszkoli, szkół i innych. Świetnie! Zapisałam się, a dopiero później sprawdziłam w odpowiednim rozporządzeniu kto może być dyrektorem placówki OŚWIATOWEJ (w ustawie o systemie oświaty nie ma takiej definicji legalnej jak „placówka edukacyjna”) i zapytałam na uczelni, czy nasz kierunek takie kryteria spełnia. Otóż nie. Nie spełniał. Pamiętam, że pani doktor, która była opiekunem naszej specjalności wspominała coś o tym, że nie jesteśmy kierunkiem z zakresu zarządzania, w związku z tym po ukończeniu tych studiów nie spełniamy kryteriów z rozporządzenia. Oczywiście nie wiedziała o tym od razu – musiała się dowiedzieć (szkoda, że nie sprawdziła tego, tworząc ten kierunek). Stwierdziłam, że to skandal; że inaczej byliśmy informowani. Na szczęście uczelnia czuła na sobie tyle odpowiedzialności, że na WPAiE otworzono Zarządzanie Oświatą specjalnie z myślą o nas i skróconym programem dla nas (całość 3000 zł, absolwenci naszego MiZPEwR – 1500 zł). Mówię Wam o tym, żebyście nie dali się wyrolować. Egzekwujcie od uczelni to, co Wam oferuje.

Na koniec polecam Wam film „Buntownik z wyboru” (do obejrzenia na Netflixie). W ukazanej na zdjęciu scenie Will tłumaczy panu z kucykiem, dlaczego lepiej jest zapisać się do biblioteki niż wydać kilkaset tysięcy dolarów na wyższe wykształcenie. Musicie to zobaczyć!

www.filmweb.pl

 

 

2 Comments

  1. Bardzo ciekawy wpis. Rzeczywiście, łatwo jest się „nabrać”, ponieważ – ja tak myślałam – jak już dostajesz się na studia i to jeszcze na uczelnię z renomą, tradycjami i dobrą opinią w całym kraju, to ufasz, że wyszkolą Cię tak, jak trzeba. Jeszcze nieco ponad rok temu byłam przekonana, że ukończywszy psychologię, stajesz się automatycznie psychoterapeutą – myliłam się i to jak! Ale nie miał mi tego, kto powiedzieć. Wprawdzie mogłam isć do psychologo szkolnego w moim liceum i porozmawiać o studiach i zawodzie psychologa, ale wtedy nie przyszło mi to do głowy, gdyż wiedziałam swoje – posiadałam zlepki usłyszanych i przeczytanych gdzieś informacji i miałam własną wizję.
    Również uważam, że jeśli to, co pragniesz robić w życiu nie wymaga ukończenia studiów, to śmiało można na te studia nie iść. Czasami też warto zrobić sobie przerwę, isć do pracy, pozastanawiać się nad swoim życiem, niż biec niczym w owczym pędzie na jakikolwiek kierunek, byleby tylko dostać się na coś – bo wszyscy idą na studia, bo tak powinno się, bo rodzice, bo presja… A prawda jest taka, że teraz tak wiele osób tytułuje się skrótem mgr przed nazwiskiem, a poziom, jaki soba reprezentują można jedynie zostawić bez komentarza…
    Pozdrawiam i czekam na więcej tak ważnych wpisów 🙂

  2. Ujęłaś to w punkt. Rozmowa z psychologiem szkolnym nie jest złym pomysłem pod warunkiem, że sam by wiedział, jakie warunki należy spełnić. 😉 a doradztwo zawodowe w szkołach często sprowadza się do wypełnienia śmiesznego testu tzw. predyspozycji (? – haha)

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

© 2017 NOTATNIK TERAPEUTY

Theme by Anders NorenUp ↑